Czy wszyscy jesteśmy jak Bridget Jones?




Do kina właśnie weszła trzecia część filmu o losach Bridget Jones – jak to mówią, najsławniejszej singielki świata. Mnie zastanowił natomiast fenomen tej postaci. Fanką Jones zostałam w podstawówce, gdzie daleka byłam od poważnych rozmyślań na temat miłości. Co więc przyciągnęło mnie wtedy, a co dzisiaj, kiedy z tą postacią mogę lepiej się utożsamić? A co najważniejsze – co przyciąga do niej rzesze ludzi, którzy chętnie poszli teraz do kina? Czy mi się zdaje czy jesteśmy nieco samotni?

Wszyscy trochę się boimy, że w wieku 40-stu lat będziemy mogli się pochwalić pięcioma kotami, a nie mężem/żoną. Moja babcia mówi, że to nie jest kwestia czasów. Kiedyś również ciężko było znaleźć partnera. Jednak coś się zmieniło. W moim wieku moi rodzice byli już małżeństwem, a ja kończyłam prawie roczek. Co się dzieje dzisiaj?

Pierwsza książkowa część losów naszej bohaterki, czyli „Dziennik Bridget Jones” pojawił się w 1996 roku. Niespełna dwa lata później do rozważań o miłości dołączyła Carrie Bradshaw i reszta jej przyjaciółek z „Seksu w wielkim mieście”. Parę lat temu mogliśmy czytać w gazetach o fenomenie bycia singlem, a dzisiaj z gorzkim żalem przyznajemy, że tak naprawdę to fajnie byłoby kogoś mieć.

Nie chcę wyjść na starą zrzędę, ale z natury jestem socjologiem. Lubię obserwować zachowania ludzi i je jakoś tłumaczyć. Patrzę więc na świat i widzę, że prawie żadna z moich koleżanek nikogo nie ma. I to już od dobrych kilku lat. Albo nigdy nikogo nie miała. I tu zaczęłam się zastanawiać: co poszło nie tak?

Bridget Jones

All by myself

Bridget w ostatniej części znów zastajemy przy dźwiękach „All by myself”. Jakże to znany obraz z życia. Nawet jeśli kogoś mamy, boimy się tego pewnego rodzaju samotności. Jestem dosyć niezależna i naprawdę dobrze mi ze sobą. Ale znasz te chwile, kiedy dokładnie w tym momencie potrzebujesz, żeby ktoś cię po prostu przytulił. I koniec. Więc boimy się tego, że zostaniemy pewnego dnia Bridget. Bo na razie jesteśmy nią tylko tak trochę. Jest jeszcze nadzieja. W końcu Jones również przeżywa miłości i może nawet uda jej się dopiąć swego.

Kiedy czytałam pierwsze dwie części (podwójnie), będąc w sumie małą dziewczyną, zapewne przykuł mnie zawarty w nich humor. Byłam nawet na którejś z części w kinie, ale nie pamiętam z tamtego wydarzenia zbyt wiele. Czy trochę bałam się, że nie znajdę chłopaka? Raczej nie. Moje przemyślenia były raczej w kierunku: kiedy on w końcu nadejdzie, ten książę.

Teraz w księcia już nie wierzę i do spraw miłości podchodzę zupełnie inaczej. Poznałam się na facetach i mogę powiedzieć zdecydowanie, że to dar i przekleństwo, ale z naciskiem na dar. Przynajmniej nie marnuję czasu, ale za to wybór bardzo mocno się zawęził. Więc co jest nie tak w dzisiejszych czasach? Nikomu nie zależy. Prawdziwej miłości naprawdę trzeba ze świecą szukać. Nie chcę tu obrażać mężczyzn, ale macie inne podejście do różnych spraw. Możliwe, że to jest tak: kobiety strzelają fochy i są słodkie i urocze, bo do tego je przystosowało społeczeństwo. A faceci są jakby mniej czuli, bo… tak ich przystosowało społeczeństwo.

Bridget Jones

Rodzicielstwo to nie bułka z masłem, ale i tak zazdrościłam Bridget, oglądając film

Znam świetną książkę – „Żywe lalki” Natashy Walter. Otwiera oczy i to bardzo szeroko. Dzięki tej lekturze, przestałam się bać wychowywać ewentualne dziecko w tym konsumpcyjnym i stereotypowym świecie. Teraz wiem dokładniej, jaki wpływ na dziewczynki ma robienie z nich różowych księżniczek z pierdolcem na punkcie „Krainy lodu”, a na chłopców ubieranie ich w bure kolory i robienia z nich jakichś kurde wojowników ninja. Tak.

Jest coraz więcej świadomych rodziców i może jest nadzieja na przyszłe pokolenia, o ile nie zniszczy ich dzielący ludzi internet (który jest cudowny, ale no błagam wam, rzeczywistość powinna być na pierwszym miejscu). Ale co z nami? Myślałam, że jeśli poznam nowych ludzi w pracy czy w innych nowych środowiskach, to w końcu coś z tego będzie. A tu nic. Sami malkontenci, egoiści i ruchałki. A kiedy już myślisz, że to to, albo że może przystojny kasjer z kina spyta cię o numer, albo sama mu go dasz, on nagle znika. I choć widziałaś go prawie za każdym razem, kiedy szłaś na film, teraz go nie ma.

Bridget Jones

Kocham spędzać czas sama ze sobą, ale z innymi również

Ja naprawdę nie chcę wyjść na starą zrzędę. I wiem, że na świecie jest mnóstwo ludzi. A może to kwestia kraju? W wywiadzie u Ellen Degeneres, Emma Watson opowiada o różnicy pomiędzy amerykańskimi i angielskimi chłopakami. Tych drugich opisała jako bardziej wycofanych, a pierwszych jako bardzo otwartych i bez problemu umawiających się na randki. Często widzę to w amerykańskich serialach czy filmach. Choćby w „Przyjaciołach”. Nie pochlebiam tego, że prawie od razu przechodzą do seksu, ale zazdroszczę im… zwykłego chodzenia na randki. Próbują, spędzają miło (lub nie) czas i wcale nie robią sobie wielkiej nadziei. Po prostu chcą kogoś bliżej poznać. I tyle. Tego im zazdroszczę.

Wracając do Bridget. Bardzo podoba mi się ostatnia część i na pewno jeszcze kilka razy wrócę do kina (nadal mam cichą nadzieję, że zobaczę kasjera). Bardzo zmotywował mnie ten film, ale raczej w kontekście realizacji swoich marzeń. W kwestii miłości pozwolił wybrzmieć moim odczuciom, a teraz powstał ten post. Nie wiem, jak potoczy się mój los. Nie wiem, jak potoczy się wasz. Ale choć jestem nastawiona pozytywnie, to czasem się boję.

Bridget Jones

Cudowny pan Darcy

W pewnym momencie zastanawiasz się, czy masz za duże wymagania. Szczerze mówiąc, naprawdę nie chcę zadowalać się byle kim. Nic na siłę. Ale kiedy marzysz o szczęśliwej rodzinie, to robi się trochę trudniej. Na co dzień staram się nie skupiać na temacie miłości (a raczej jej braku). Buduję swoją osobowość na moich cechach. Nie jestem nieszczęśliwa czy coś takiego. Nie wychodzę z założenia, że tylko ten jedyny odmieni mój los. Jednak potrzebujemy innych do spędzenia wspólnie czasu.

Moje dzisiejsze myśli nie pojawiają się u mnie tak często. Ale postanowiłam się nimi z wami podzielić z okazji premiery mojej kochanej Bridget Jones. Kiedy wyszła książkowa trzecia część, czytałam ją namiętnie do nocy. Jones jest po to, byśmy wiedzieli, że nie jesteśmy sami. Ta postać istnieje po to, żebyśmy mogli się z nią zidentyfikować, a jednocześnie nadal mieć odrobinę nadziei, kiedy adoptujemy szóstego kota.


Poza tym kochamy Bridget, bo jest niedoskonała i idealna jednocześnie. Z jednej strony daleko jej do ideału, ale dobrze wiemy, że on nie istnieje. Tacy jesteśmy my wszyscy. Jesteśmy sobą przede wszystkim, tak jak Jones. I wierzymy, że ktoś pokocha właśnie nas, a nie jakiś wykreowany obraz. Dlatego postanowiłam trochę bardziej otworzyć się na blogu. Być bardziej sobą, dzielić się swoimi przemyśleniami, nawet jeśli czasem są delikatnie chaotyczne, bądź niezrozumiałe (zdarza się, że używam nazewnictwa ze studiów). Mam jednak nadzieję, że taka forma bardziej się przyjmie. U mnie przyjęła się znakomicie.

Jeśli wam się podobał ten post, przekażcie go proszę dalej. Pa!

Mogą ci się również spodobać:

  • Ola

    Świetny post 🙂

  • Jeju, mam podobnie, mam podobne myśli do Twoich. Poruszyłaś mnie, a na Bridget Jones muszę się wybrać. To przecudowna postać. 😉

    • JohnkaLennonka.com

      Polecam. Dzisiaj wybieram się drugi raz! 🙂