Thor 3, czyli jak wyjść poza hollywoodzki schemat




Chłopak poznał dziewczynę lub na odwrót. Schemat znany od lat, powtarzany w mniej lub bardziej ambitnych filmach. Czy chcielibyście obejrzeć film, którego fabuła nie kręciłaby się wokół romansu?

Czy chcielibyście oglądnąć najbardziej innowacyjny film od lat? Nie żadne Blade Runnery. Thor to dopiero wyszedł poza schemat.

Jaki wątek spaja każdy film? Miłość. Czy w letniej atmosferze czy w pod ostrzałem podczas II wojny światowej, zawsze pojawia się wątek miłosny. To, że zazwyczaj heteroseksualny to temat na inny post.

Chłopak poznak dziewczynę lub na odwrót. Wielokrotnie powtarzał to mój były profesor od filmu. Nie ważne, czy film jest drugiej klasy czy oscarowym dziełem. Gdzieś tam zawsze musi się pojawić zakochana para.

Na Thora poszłam dlatego, że to najlepszy relaks pod Słoncem. Zabawny, lekki, ale nie głupi, a do tego Chris Hemsworth (specjalnie dla K. – tak, również Tom Hiddleston, ale Chris forever).

Thor się rozkręca. Z każdą częścią jest coraz lepszy i czekam na więcej, a film daje obietnicę czwartej części.

Obsada oczywiście super, tak samo realizacja. Może czasami miałam wrażenie, że oglądam Gwiezdne Wojny, ale to połączenie ostatecznie nie zaszkodziło filmowi.

Najważniejsza kwestia, jaka mnie uderzyła w filmie, to że historia NIE jest oparta na zakochanej parze. Patrząc na przemysł filmowy, jest to posunięcie rewolucyjne!

Uwaga, tu mogą być małe spoilery. W pewnym momencie pojawia się postać kobiety, z którą wydaje się, że Thor nieco flirtuje. Przez resztę filmu trzymałam kciuki, żeby nie skończyło się romantycznym pocałunkiem.

Udało się. Bohaterka odgrywa istotną rolę w dalszych wydarzeniach, ale nie są to wydarzenia miłosne, tylko bohaterskie. W głównej roli jest relacja braterska – Thora i Lokiego. Poszłam na film o losach bogów i dostałam opowieść o ich niesamowitych wyczynach, a nie romansach.

Co się stało z Jane graną przez Natalie Portman w dwóch poprzednich częściach? Okazało się, że rozstali się z Thorem. Po początkowym żalu zrozumiałam, jak świetny jest film bez wątku zakochanej pary. A Chris Hemsworth mógł pozostać tylko dla mnie 😉

Przez lata filmy wpajały nam, że każda/y może mieć swojego księcia/swoją księżniczkę ot tak. I że będzie to najlepsza wersja człowieka, jaka może istnieć, a my sami będziemy szczęśliwsi, niż kiedykolwiek. Nareszcie nie doznałam uczucia, że twórcy chcą mi na siłę wpoić mało realną historię. Tak, wiem, Thor to film fantastyczny. Ale nie każda opowieść musi kończyć się podbojem serca. Bo tak nie jest w życiu. I częściej mamy okazję do bycia bohaterami, niż przeżywania zakochania po kres czasów i wszechrzeczy.

Dlatego nowy Thor jest dla mnie rewolucyjny. Z wielkiego romansu zostawił flirt, by ostatecznie porzucić ten wątek i skupić się na tym, co interesuje widza najbardziej – relacji dwóch braci.

To właśnie przeszkadzało mi trochę w Igrzyskach Śmierci. Uwielbiam Katniss za siłę, ale gdy już później pojawiał się temat miłości, stawała się miękką bułą. Ale tutaj jeszcze można to wybaczyć. Bohaterowie byli w takim wieku, że łatwo o zakochanie. Poza tym cały proces (tutaj spoiler) miłosny prowadził do tego, by Katniss mogła żyć „normalnym życiem”, którego tak nie doceniamy.

Trzecia cześć to taki moment, że albo film będzie powielał wątki, albo będzie gorszy od poprzednich, albo będzie wyjątkowo dobry i świeży. I ta ostatnia sytuacja ma miejsce tutaj. Twórcy nie muszą nas już wprowadzać powoli do świata Thora. Tutaj jest miejsce na pełne rozwinięcie z dużą ilością epizodów innych superbohaterów. Wybieram się na film jeszcze raz!

Widzieliście nowego „Thora”? Ja czekam również na „Ligę Sprawiedliwości”, której premiera już w tym tygodniu. Pa!

Mogą ci się również spodobać: