Skąd wiedzieć, co robić w życiu?




Rób to, co kochasz. To wzniosłe stwierdzenie ma wiele stron. Możemy żyć ze swojej pasji, możemy robić to, co kochamy i klepać biedę, ale możemy też… nie wiedzieć, co kochamy. Zawsze wydawało mi się, że skoro mam tyle pomysłów, to po prostu kocham wiele rzeczy. Ale z tego mętliku nie wychodziło nic konkretnego, a jedynie wielka presja, że nie zdążę zrobić wszystkiego i jeszcze być w tym dobra. Wczoraj moje życie się odmieniło, bo nareszcie zdecydowałam się na jedną rzecz. Jak udało mi się ustalić priorytety? I skąd wiem, że to jest właśnie to?

Mój poprzedni post wywołał bardzo pozytywny odzew. Napisali do mnie znajomi, ale również obca osoba (pierwszy mail od fana zaliczony). Jedna znajoma natchnęła mnie do napisania tego postu. Bo chociaż zgodziła się ze mną, że chce skupić się na tym, co jest tu i teraz, to nie wie za bardzo, co ma ze swoim życiem zrobić. Mnie udało się mój wewnętrzny chaos uporządkować. Teraz czas na was.

Należy zacząć od tego, dlaczego mamy problem z wybraniem odpowiedniej ścieżki. Chciałam podjąć się wielu zawodów, ale niektóre odrzucałam już na starcie. Bo choć miałabym w nich predyspozycje, to nie kręciły mnie zbyt mocno. Albo po prostu były trudniejsze do wykonania, jak zostanie astronautką. Choć jestem pewna, że gdyby naprawdę mi na tym zależało, to dopięłabym swego. Jednak widocznie nie jest to dla mnie aż tak ważne.

Z innymi rzeczami jest jednak gorzej. Wolę być pisarką czy reżyserką? Aktorką czy autorką scenariuszy? Operatorem kamery czy scenografem? A może na początku pójść bardziej opłacalną ścieżką kariery i być informatykiem, albo logistykiem? W mojej głowie był totalny chaos. I choć kochałam pisanie całym sercem, chciałam zapewnić sobie byt i skończyć kilkuletnie studia np. związane z transportem. Potem bym mogła mieć własną firmę i zarabiać duże pieniądze. Zapomniałam tylko, że to wszystko zajęłoby mi dobrych kilka lat i równie dobrze mogłabym w tym czasie robić coś zupełnie innego, np. spełniać PRAWDZIWE marzenia.

marzenia

Ale skąd wiedzieć, czym są te prawdziwe marzenia? Skończyłam kulturoznawstwo i teraz co dalej? Nie mogłam znaleźć pracy i zaliczyłam dwa stanowiska typowe dla tego wieku: kelnerka i sprzedawca w sieciówce. Co miałam robić dalej? Czułam się źle, bo nie miałam pieniędzy (dosłownie) i zaczęłam przekonywać się do pomysłu, że może warto postawić na naukę zawodu, a marzenia spełniać sobie gdzieś tam z boku. Tak naprawdę nie wiedziałam, czym te marzenia są.

Bo co jeśli to nie pisarstwo? Pisanie jest takie łatwe (haha). Lepiej być reżyserem. Bo mogę żałować, że tego nie zrobiłam. Albo zapisać się na zajęcia z aktorstwa, rysunku, gitary, perkusji, wokalu, projektowania wnętrz, szycia, musicalu. Bo mogę żałować, że tego nie zrobiłam. Boże, kiedy piszę to teraz widzę, że mój chaos był jeszcze większy, niż mi się wydawało. Czy wyobrażacie sobie, żeby być jednocześnie Julią Roberts, Michałem Aniołem, Slashem, Tommym Clufetos, Celine Dion i Coco Chanel? Najgorsze jest jednak to, że właśnie w ten sposób podchodzi wiele dzisiejszych, szczególnie młodych ludzi.

Chcielibyśmy wszystko. I niby nie ma nic złego w tym, że jesteśmy zachłanni życia. Że chcemy spróbować wszystkiego. Ale to jest tak, jak ze slow fashion. Mogłabym mieć milion ciuchów, a i tak będę używać przykładowo trzech ulubionych koszulek i dwóch par spodni. Elementy w mojej szafie są kompatybilne ze sobą i mogą ułożyć z tych samych rzeczy kilka różnych stylizacji. Tak samo jest w życiu. Skąd wiem, że wolę być pisarką, niż reżyserką?

marzenia

Wczoraj zobaczyłam rozwiązanie problemu, dzisiaj zobaczyłam je jeszcze wyraźniej. Kiedy myślałam o byciu pisarką (i mam tu na myśli bycie również dziennikarzem), trochę temu zawodowi uwłaczałam, bardzo nieświadomie. Teraz wiem, że każdy ma jakiś talent i wspaniale jest kiedy się go wykorzystuje w stu procentach. Skoro podziwiam pisarzy i uważam ich na równi z innymi artystami itd., to dlaczego uwłaczałam sobie? Dlaczego nie widziałam, że to jest właśnie ten mój dar, z którym mam iść przez życie i nie rozglądać się na boki? A rozglądałam się strasznie. Szczególnie na reżyserstwo. Nie wykluczam, że nie spróbuję tego, ale jest to dla mnie w tej chwili bardzo odległe. Bo to, co mam, to pisanie. I zamiast szukać miliona rozwiązań, miliona innych nowych prac, powinnam szukać rozwiązania dla siebie tylko i wyłącznie w tym zawodzie.

Kiedy ograniczyłam swój wybór do jednego (!), poczułam przestrzeń. Ale nie pustkę. Nareszcie nie czuję się przytłoczona. Nie wymyślam sobie kolejnych zajęć. Mam studia, mam pracę i mam pisanie. Tyle wystarczy. I w ramach tego pisania chcę się rozwijać. Nie chcę być reżyserką. Chcę nauczyć porządnie pisać się o filmach. Nie chcę być aktorką. Chcę przeprowadzać z nimi wywiady. Chcę opisywać i przekazywać innym świat słowem. Bo w tym jestem dobra. I udowodnił mi to odzew po ostatnim poście.

To nie jest tak, że nigdy nie spróbuję gry na gitarze czy nie będę uczyła się włoskiego (to drugie akurat będę). Ale nie ustawiam wszystkiego w jednej linii. Nie myślę o tym, że muszę mieć pieniądze z tej konkretnej pasji. Chcę ją rozwijać i wiem, że to przyniesie skutki. Chcę się oddać tej jednej rzeczy w stu procentach, a resztę traktować niezobowiązująco. Nie mam czasu próbować wszystkiego. Po co? Teraz jest pisanie. I to w tej dziedzinie mogę być drugą Julią Roberts, Slashem czy Celine Dion. Każde z nich jest mistrzem w jednej dziedzinie. Moją jest pisarstwo.

Zrozumienie tego przyniosło mi ogromną ulgę. Nie wykluczam, że spróbuję powiedzmy tej gry na gitarze już za miesiąc, szybciej czy później. Ale czuję, że tego nie zrobię. Będę pisać i pisać, a w przerwach czytać. Teraz, kiedy nareszcie pozwoliłam sobie oddać cały swój czas jednej pasji, czuję się szczęśliwa. Kiedy zastanawiałam się ciągle, co chcę robić, nie robiłam niczego, a nawet jeśli, to nie na sto procent.

marzenia

Teraz może sobie myślisz, no tak, ale ona wie, że chciała pisać, a ja nie wiem, co lubię robić. Tutaj z pomocą przychodzi kolejna rzecz, którą ostatnio zrozumiałam. Nie chodzi o robienie tego, co się kocha, ale o to, żeby robić to, w czym jest się dobrym. Przez bardzo długi czas, może nawet lata, zastanawiałam się, w czym jestem dobra. Nie mogłam znaleźć za bardzo takiej dziedziny, zapominając, że przecież obsesyjnie piszę. Jestem pewna, że ty też tak masz. Nie widzisz tego, bo rozglądasz się na boki. Chciałbyś pomagać charytatywnie na taką skalę jak Owsiak, albo chodzić po czerwonym dywanie. Chciałbyś mieć własną kawiarnię, albo wyprowadzać psy ze schroniska. Ale nie możesz zrobić wszystkiego. Każdy ma inne zadanie.

Nie bój się przyznać przed samym sobą, w czym jesteś dobry. Twój talent nie jest ani gorszy, ani lepszy. Ja to zrozumiałam i choć wcześniej nazywałam się pisarką, skakałam z kwiatka nad kwiatek, biadoląc, że nie mam czasu na pisanie swoich książek. Teraz bycie pisarką jest dla mnie o wiele większą dumą, niż wcześniej, bo uświadomiłam sobie, że mój talent jest potrzebny tak samo, jak inne. Że to jest właśnie to coś, to moje takie coś.

Nie będę drugą Julią Roberts, ale zamiast rozglądać się na boki, wolę patrzeć na J.K. Rowling, Hemingwaya, C.S. Lewisa, Suzanne Collins, Orwella czy moją ulubioną dziennikarkę… Carrie Bradshaw 😉


Nie patrzcie, z czego będziecie mieli pieniądze. Za niedługo znów stanę się kelnerką, ale praca to tylko praca. Zamiast się użalać, wolę poświęcić ten czas na pisanie, bo wiem, że w przyszłości to owocuje. Kolejna ważna lekcja – nie marzę o tym, by być pisarką czy dziennikarką. Już nią jestem. To od was zależy, jak siebie postrzegacie. Róbcie to, co kochacie. Ale dołączcie do tego robienie to, w czym jesteście dobrzy! Trzymajcie się ciepło, pa!

Mogą ci się również spodobać: