Czy spędzam za dużo czasu na serialach?




Na pewno większość z was to zna – macie dużo do zrobienia, ale „jeszcze jeden odcinek”. Przez ostatni miesiąc obejrzałam prawie 6 sezonów „That 70s Show” i zaczęłam się zastanawiać: czy spędzam za dużo czasu na serialach, skoro uwielbiam je oglądać?

Seriale oglądam odkąd pamiętam, ale teraz robię to zdecydowanie częściej. Netflix, HBO – seriale świętują w ostatnim czasie triumfy i zdają się być popularniejszą formą rozrywki, niż oglądanie filmów. Na studiach zaczęłam serialom poświęcać bardzo dużo czasu. Jestem tym typem osoby, która woli w kółko oglądać jeden tytuł, niż wkręcać się w nowe. Moją miłością są seriale z lat 90., z przełomu wieków lub po prostu sitcomy. Dlatego na tapecie są u mnie nieustannie „Przyjaciele”, „Seks w wielkim mieście”, ale też coś nowszego „Teoria wielkiego podrywu” czy „Dwie spłukane dziewczyny”. Znam też dosyć dobrze „On, ona i dzieciaki”, a odkąd miesiąc temu zaczęłam subskrybować Netflixa, uzależniłam się od „That 70s Show”, czyli „Różowych lat 70.”.

Jak wspomniałam we wstępie, w ciągu 4 tygodni obejrzałam prawie 6 sezonów. Każdy ma po 25-27 odcinków, które trwają ok. 21 minut. Na pewno nie tylko ja mam takie rekordy na koncie, ale uważam, że jest to pewne osiągnięcie. Zaczęłam się więc zastanawiać, czy nie spędzam za dużo czasu na serialach. I tak i nie.

Jeśli zadałabym sobie to pytanie rok temu, odpowiedź byłaby zdecydowanie na „tak”. Był to dla mnie ciężki okres i pierwszy rok magisterki spędziłam na oglądaniu seriali. Ciężko pracowałam, miałam dużo stresów i jedyne na co miałam ochotę, to zawinąć się w kołdrę, odciąć się od świata i włączyć seriale, w których do dzisiaj upatruje „medialnych przyjaciół”. Wtedy seriale były dla mnie odskocznią.

Nie wiedziałam tego, ale sądzę, że zdecydowanie mogłam mieć epizody depresji. Na początku 2016 roku przez dwa miesiące nie ścieliłam łóżka, żeby było gotowe na mój powrót ze studiów/pracy/skądkolwiek. Jeśli miałabym celować w konkretną chorobę, to albo była to dystymia (coś pomiędzy nerwicą a depresją), albo poważne skutki hiperprolaktynemii, o której nie miałam pojęcia. Myślę, że były to obie te rzeczy. Dzisiaj, pomimo leczenia na drugą chorobę, nadal zmagam się czasem z poważnymi obniżeniami nastroju, ale o tym napiszę osobny post.

Obecnie moja sytuacja życiowa wygląda zupełnie inaczej. Nareszcie mogę się poświęcić temu, co kocham. Jestem w stanie kierować własnym życiem. Wcześniej kierowała mną praca i stres. Przez ostatni rok szukałam też intensywnie tego, co jest charakterystyczne dla mnie. Na pewno, jak pomyślicie o jakieś konkretnej blogerce czy blogerze, jesteście w stanie opisać coś, co jest charakterystyczne dla tej osoby. Szukałam swojego stylu, tego, co jest mną. Twierdziłam, że moja pasja do seriali i lat 90., to przecież nie może być to. Kojarzy się z lenistwem, nicnierobieniem. Aż nareszcie dojrzałam do tego, by przyznać sama przed sobą, że, oprócz prawdziwych dni leniuszka, kiedy oglądam coś, bo nie mam na nic siły – na co dzień żyję latami 90. i serialami. Napisałam dwa zdania wcześniej o „pasji” do tych rzeczy, ale wcześniej tego tak nie postrzegałam. Dzisiaj wiem, że to właśnie jestem JA.

Oczywiście, jest jeszcze kilka innych MNIE, równie silnych, ale moja miłość do lat 90. rzutuje na to, jak się ubieram, jakiej muzyki słucham (choć tutaj spektrum rozciąga się też na inne lata), jacy chłopacy mi się podobają (!), styl życia itp. A cytatów z seriali używam prawie na każdym kroku.

Jeśli, więc znowu zapytać, czy spędzam za dużo czasu na serialach, odpowiedź brzmiałaby: 90% nie, 10% tak. Skąd to 10%? Zawsze jest ten moment, kiedy powinniśmy się skupić na jakimś zadaniu. Zdarza się, że zamiast tego pracuję 5 minut, a przez kolejne 20 oglądam serial. Nie jest to jednak wina serialu samego w sobie, ale tego, że czasem moja motywacja leci na łeb, na szyję. Nowy rok przyniósł mi mnóstwo energii, moje wahania nastroju zaczynają trochę odpuszczać, dlatego liczę, że teraz to, co robię będzie bardziej zbalansowane w czasie.

Dlatego to nie wina seriali. Długo zastanawiałam się, czy właśnie tak chcę spędzać życie. Oglądając dużo seriali. Dzisiaj wiem, że odpowiedź brzmi tak, ALE tylko wtedy, kiedy nie zawalam innych części mojego życia. Jeśli pamiętam też o innych formach rozrywki, które lubię i o zadaniach, które mam zrobić, nigdy nie będzie za dużo seriali. Co ważne, nie uważam się za nerda. Po prostu robię to, co lubię.

Seriale są dla mnie bardzo ważne. Ostatnio stwierdziłam, że pełnią w moim życiu funkcję terapeutyczną i pozwalają wyjść z niejednego doła czy po prostu problemu, zagwozdki. Dużo uczą mnie o życiu i darzę je ogromną sympatią. Dla niektórych to „tylko seriale”. W końcu wszystko jest scenariuszem. Ale życie człowieka, przez całe jego trwanie, odkąd nauczył się mówić, jest zbudowane wokół opowiadania sobie historii. Lubimy słuchać, opowiadać. Rozejrzyjcie się dookoła. Wszędzie jest opowiadana historia. Teraz też wam coś opowiadam. Seriale z kolei opowiadają, jak dla mnie, jedne z najlepszych historii, jakie słyszałam.

Lubicie seriale? Jeśli tak, to co oglądacie? 🙂 Czekam na wasze odpowiedzi. Pa!

 

Mogą ci się również spodobać: