Praca w sieciówce. Plusy i minusy.




Młody wiek to zazwyczaj słaba praca. Na początku kariery zawodowej większość musi zaliczyć pracę w knajpie, albo w sieciówce. Mam już obie na koncie, ale z tej drugiej szybko postanowiłam zrezygnować. Po prawie 1,5 miesięcznej pracy postanowiłam złożyć wypowiedzenie. Powodów było dużo, ale obok minusów nieoczekiwanie pojawiły się też plusy.

Zmiana pracy była dla mnie konieczna. Zarzekałam się, że nie pójdę do sieciówki, ale tak się ułożyło, że musiałam zmienić zdanie. Miałam jednak dobre przeczucie. To nie jest miejsce dla mnie, a po zakończeniu tam pracy, moje spojrzenie na centra handlowe będzie jeszcze bardziej upiorne. Czemu jednak wspomniałam o plusach?

!! post został napisany jakiś miesiąc temu. Chciałam jeszcze trochę odczekać, zanim go opublikuję. Teraz jest już na to dobry czas !!

Antykonsumpcjonistka

Nieustannie wierzę w postkonsumpcjonizm, czyli ten etap życia ludzkości, gdzie zamiast tłumem iść do galerii, będziemy kupować tylko to, co potrzebujemy. Już dawno przestałam chomikować zbędne bibeloty. Gadżety Made in China za 5 zł nie są dla mnie. Wierzę w jakość, a przede wszystkim wierzę w lumpeksy. Napisałam licencjat o pracy w fabrykach, produkujących dla sieciówek. Ubranie, za które płacimy nawet 500 zł, jest warte jakieś 2$. Naprawdę. Dlatego zamiast wydawać astronomiczne sumy, buszuję w ulubionych second-handzie. Chodzę tylko do jednego i dzięki Ci Boże, że mi go dałeś.

sieciówka

W większości przypadków stałam na przymierzalni, a to miejsce, gdzie ludzie często pytają, czy mają coś kupić. Zazwyczaj im to odradzałam… Tłumaczyłam, że np. ten szalik jest wykonany w stu procentach z akrylu/poliestru i po pierwsze nie będzie grzał, a po drugie będzie elektryzował włosy. Albo że ten miły w dotyku sweter jest w większości wykonany z poliestru, więc zamiast utrzymywać ciepło, będzie sprawiał, że człowiek się spoci i zmarznie. Nie byłam więc najlepszą sprzedawczynią, ale nie potrafiłam okłamywać ludzi. Mam zbyt dużą wiedzę na temat materiałów i slow/fast fashion. Poza tym odkryłam, że przekonałam do niekupienia lub uświadomiłam na temat tkanin więcej osób, niż nie pracując w sieciówce. To było moją największą motywacją.

Gra w zapamiętywanie

Praca w sieciówce polega na tym, że trzeba jak najszybciej odnieść rzeczy na miejsce. A czasem tych rzeczy są setki, jeśli nie więcej. To zadziwiające, ile osób potrafi przymierzyć w ciągu dnia to samo ubranie. Niemniej, choć na początku czułam się sfrustrowana i zagubiona, po jakimś czasie zapamiętywanie przychodziło mi łatwiej. A ponieważ moja pamięć nie była zbyt dobra (choć już się trochę polepszyła przy pracowaniu w knajpie), teraz wskoczyła na wysokie obroty. Mają na to pewnie wpływ również inne rzeczy, jak wyłączenie głównej tablicy z facebooka (mniej rozproszenia w ciągu dnia). Jednak ta gra w zapamiętywanie pomogła mi lepiej myśleć. Plus kiedy kilka godzin składasz ubrania, masz dużo czasu na przemyślenia. To też pomaga, bo często tak jest, że nie mamy czasu w ciągu dnia na swobodny przepływ myśli. Wolałabym jednak to mieć, leżąc na łóżku, niż biegać po sklepie.

sieciówka

Kiedy pamięta się prawie cały sklep, zwraca się uwagę na ciekawe elementy. Chociaż w sklepie, w którym kończę właśnie pracować NIE podobało mi się 99% rzeczy, to znalazłam kilka takich, które mogłabym włączyć do swojej garderoby. Nie chodzi o to, że od razu lecę je kupić. Raczej o uzyskanie świadomości, że te rzeczy istnieją, a grube getry można znaleźć również z wiskozy. Chętnie włączyłabym je do zimowej garderoby, bo w tym okresie mam zawsze problem z dobrym ogrzaniem nóg.

To ile ja w końcu pracuję?

Pomimo że trafiłam do lepszego rodzaju sieciówek (nie chcę wiedzieć, jak jest w tych gorszych), to chaos był niesamowity. Przez dużą rotację (wiele osób przychodziło, jeszcze więcej odchodziło), nie było komu przydzielać zmian. Na umowie miałam zapisane pół etatu, ale w pierwszym miesiącu wyrobiłam 140 godzin, a na następny miesiąc wpisano mi prawie 130, chociaż wyraźnie zaznaczałam, że chcę maksymalnie 90 ze względu na studia. Potem problem był ze zmianą grafiku pod kątem zajęć. Jedni mówili, że mamy radzić sobie sami, drudzy, że przecież da się to załatwić, trzeci z łaską coś tam wskórali. Grafik zmieniał się codziennie (!), pomimo że powinien być ustalony z góry na 30 dni. Cały czas wydzwaniano do pracowników, a zamiast pytać się, czy w ogóle mogą przyjść, zmieniano grafik bez ich wiedzy. Informowano ich np. smsem o 21.30. Wprowadzało to duży chaos w moje życie, a ponieważ bardzo szanuję swój czas, nienawidzę, jak ktoś tego nie robi. To był jeden z głównych powodów złożenia wypowiedzenia.

stocksnap_np4ptjz6c3

Przeszkadzał mi również czas zmian. Raz musiałam wstać na 6, raz miałam na 15 itd. Raz pracowałam 5 godzin, raz prawie 11. Nie wiadomo też było, o której wyjdę, bo w sieciówkach istnieje zasada „wyjdziemy, jak posprzątamy”. Poza tym, nigdy nie byłam pewna, czy pozwolą mi wyjść, bo a nuż stwierdzą „Możesz zostać godzinę dłużej?”. Rozregulował się cały mój tryb spania, bo o tej godzinie, o której szykowałam się spać, wracałam dopiero do domu. A ponieważ byłam głodna, to trzeba było jeszcze coś zjeść, umyć się itd. Zamiast wstawać jak zwykle o 7.30, potrafiłam spać do 10. Bardzo mnie to męczyło i obniżało produktywność. Wiedziałam, że praca wpłynęła na całe moje życie i nie mogę się ogarnąć, bo cały czas chodziłam niewyspana.

Chociaż pracownicy sieciówek latają po całym sklepie jak helikoptery, prawda jest taka, że większość z nas jest głodna i leci na resztkach sił. Zresztą mało kto jadł jakiś normalny posiłek. Zazwyczaj był to fast foodowy zestaw, albo jakaś bułka. A na przerwę też się nie szło po danej ilości przepracowanych godzin, zazwyczaj trochę później, niż się powinno. Zresztą słyszałam historie, że np. ktoś miał ośmiogodzinną zmianę, a na przerwę poszedł dopiero po 7,5 godzinach i nie mógł wyjść wcześniej, tylko musiał siedzieć do pełnych ośmiu.

Zapchajdziury

W tym czasie, kiedy mnie przyjmowano, zatrudniono również inne osoby. Żadnej z nas nie zapewniono szkolenia od A do Z, chociaż obiecano to (przynajmniej mi) na rozmowie kwalifikacyjnej. Chyba jako jedyna z nowych musiałam większości uczyć się sama. Nie nauczono mnie nawet obsługi kasy, ani nic z takich rzeczy. Nawet nie wiecie, ile razy słyszałam, w którą stronę ma wisieć wieszak, bo moje szkolenie polegało raczej na tym, że jak komuś się przypomniało „O, ta jest nowa. To powiem jej, w którą stronę ma wisieć wieszak”. Poziom mojej satysfakcji zawodowej skakał wtedy ekstremalnie do góry… Wielu rzeczy oczywiście nie wiedziałam, bo niby skąd, ale i tak oczekiwano ode mnie, że będę alfą i omegą. Jeśli pracujesz tam miesiąc, a już w ogóle dwa, to powinieneś wiedzieć wszystko. Nikt nie ma dla ciebie czasu, co najwyżej, żeby się z tobą pokłócić, albo odesłać do kogoś innego (a ten ktoś zazwyczaj ma inne zdanie na ten temat, więc niczego się nie dowiesz, bo każdy ma inną wersję na rozwiązanie problemu). Czułam się więc trochę jak zapchajdziura, byleby być i składać ubrania.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Procent od utargu

Najważniejszy w takiej machinie jest zysk. Nienawidziłam sieciówek i mam nadzieję, że już mnie nigdy nie podkusi, żeby tam pracować. To straszne uczucie, kiedy piszesz licencjat o bangladeskich pracownikach, szyjących ubrania w niehumanitarnych warunkach, a potem sam stoisz po tej samej stronie, co oni. Kiedy oni są na początku tego procesu, ty stoisz na końcu i wypakowujesz ubrania z kartonów z napisem m.in. Made in Cambodia. Czułam się okropnie z tą myślą. Kiedy dostałam uniform z napisem Made in Bangladesh, miałam łzy w oczach. Jeszcze kilka razy je miałam podczas pracy. Ci ludzie pracują o wielkim głodzie, jeszcze większym, niż ja. A czasem czułam, że zaraz padnę, tak mocno burczało mi w brzuchu…

Wbrew pozorom, to nie klienci są najgorsi. To nawet miłe, kiedy z uśmiechem pytają, czy wyglądają w czymś dobrze, albo czy to byłby duży kłopot, gdybym przyniosła im inny rozmiar. Jestem urodzonym socjologiem, więc praca z ludźmi jest dla mnie zawsze przyjemnością. Jedyne, co mnie denerwowało, to ludzki konsumpcjonizm. Kiedy z wielkimi torbami, których szelest doprowadzał mnie do szału (ale to chyba osobista preferencja) chodzili, żeby jeszcze COŚ kupić. Nie ważne co. Może akurat COŚ wpadnie im w oko. Albo kiedy 3 minuty przed zamknięciem sklepu chodzili, bo może jeszcze zdążą COŚ kupić.

sieciówki

Najbardziej jednak denerwowali mnie rodzice, którzy z niemowlakami na rękach o 9.01 chodzili i szukali nowej sukienki dla mamy. To naprawdę musiało być strasznie ważne, skoro było warte łażenia z dzieckiem w niesamowicie klimatyzowanym pomieszczeniu. Bo ten sklep był wyjątkowo dobrze wietrzony. Tak dobrze, że od dwóch tygodni boli mnie gardło, chociaż nie jestem chora. Może to również wina wszechobecnego kurzu. Albo dziwnego woskowatego nalotu, który masz na rękach od dotykania cały dzień ubrań. Bo skoro w fabrykach umierają od chemikaliów użytych do produkcji ubrań, to dlaczego te chemikalia nie mają wpływać na nas?

Czułam się również źle z myślą, że kiedy wszystkie te ubrania tak się walają po sklepie, w różnych brudnych zakątkach, marnują się i tracą swoje przeznaczenie. Ktoś w pocie siedział i szył to wszystko, żeby teraz część z tego się zniszczyła lub została odesłana jako niesprzedana. Po co nam tyle rzeczy? Ta myśl, że tutaj są one tak sponiewierane, a ktoś ryzykuje życie, żeby je produkować – to jest po prostu straszne. Rozbuchany konsumpcjonizm zawsze będzie mnie przerażał.

Źle czy dobrze?

Minusów pracy w sieciówce jest zdecydowanie więcej, niż plusów. Jeśli kogoś nie wzruszają bangladeskie fabryki, niech weźmie pod rozwagę chociaż swoje życie. Pracownik traktowany jest trochę jak niewolnik, tak samo jak traktuje się tych, którzy te ubrania szyją. Nieważne, czy masz plany na wieczór. Ktoś może do ciebie rano zadzwonić i stwierdzić, że w sumie to masz wolne, ale musisz przyjść dzisiaj na 10 godzin. Zawsze odmawiałam. Jak wspomniałam, szanuję swój czas. Nie chcę, żeby praca dyktowała mi warunki, na jakich mam żyć. To ja od tego jestem.

Dodam, że po napisaniu tego posta dostałam swoją pensję. I bardzo, bardzo się cieszę, że złożyłam wcześniej wypowiedzenie.


Możecie spytać, jaka w tym wszystkim byłam ja. Praca fizyczna mi nie straszna. Nie jestem damą, patrzącą na wszystko z góry. Ale szanuję siebie i tego samego oczekuję od pracodawcy. Niestety tego nie dostrzegłam. Dlatego za parę dni kończę pracę w sieciówce. Mam nadzieję, że raz na zawsze.

Pa!

Mogą ci się również spodobać: