Jak wypełnić postanowienia noworoczne z sukcesem?




Zawsze byłam fanką robienia wszelkich list zadań, planów, rozrysowywania tego, co siedziało mi w głowie. Rzadko jednak udawało mi się wypełnić to wszystko, tym bardziej postanowienia noworoczne. Czekałam aż ta tajemna wiedza, jak nie zawalać obietnic danych samej sobie, objawi mi się pewnego dnia. Tak poniekąd się stało.

Po raz pierwszy w życiu chce mi się. Chce mi się ćwiczyć, zdrowo odżywiać, osiągać to, co sobie zaplanowałam. Po raz pierwszy wchodzę w nowy rok z większą ekscytacją, niż kiedykolwiek. Choć nadal borykam się z różnymi przeciwnościami organizmu, staram się dawać z siebie, jak najwięcej. Poniżej kilka wskazówek, jak zacząć wreszcie wypełniać swoje postanowienia noworoczne.

Widzę osoby, które postanowienia przestały robić. Mam jednak podejrzenie, że część z tych osób zrezygnowała z tego, bo nigdy nie udało im się ich wypełnić. Sama też byłam tego bliska, ale jednak nie mogę się powstrzymać. Tym razem zmieniłam swoje podejście.

 

1. Nie przywiązuj do postanowień zbyt dużej uwagi


 

W naszej kulturze istnieje niesamowita presja na spisanie postanowień, a najlepiej, żeby dotyczyły one naszej wagi. Dieta, ćwiczenia i w miesiąc chcemy mieć figurę modelki. W rzeczywistości już 2 stycznia sięgamy po pączka i szybko się demotywujemy. Po pierwsze – skoro zjedliśmy pączka, to czy jest sens kontynuować dietę? Po drugie – nie spełniliśmy swojego postanowienia, co za porażka! Radzę jednak spuścić trochę ciśnienia i to nie tylko w kwestii postanowień. To że z dnia na dzień nie udało nam się utrzymać diety, to nic nowego. Zamiast jednak poddawać się, co zakładam robi spora część osób, codziennie próbujmy dalej. W końcu przestaniemy podjadać. Zmiany trzeba wprowadzać sukcesywnie i tyczy się to wielu rzeczy.

 

2. Znajdź dobrą motywację


 

Jeśli chcemy zmienić coś w swoim życiu tylko dlatego, że kolorowe magazyny wmawiają nam, że tak mamy żyć, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie uda nam się tego zrobić (chyba, że naprawdę potrafimy coś sobie wmówić i robić coś, nie zważając na koszta). Czy moją motywacją do schudnięcia są zdjęcia modelek? Być może gdzieś na głębokim poziomie mojej podświadomości. W końcu wychowałam się na gazetach typu „Cosmopolitan”. Ale moimi motywacjami są:

1. Zdrowie. Od pewnego czasu dokucza mi biodro i im więcej ćwiczę, tym mniej mnie boli. Udało mi się już nawet spowodować, żeby mój mięsień nie był cały czas napięty. Teraz pracuję przede wszystkim nad stawem.

2. Zdrowie jeszcze raz. Borykam się z hiperprolaktynemią, anemią i niedoborem witaminy D. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że to dlatego, że nie jem mięsa. Mój problem jest jednak bardziej złożony, a hiperprolaktynemia wzięła się od stresów na przełomie 2016 i 2017 roku. Przede wszystkim nie chodzi zaś o mięso, ale o to, że w ogóle kiepsko jem. Mam dni, kiedy piję koktajl z jarmużu, a są i takie (i jest ich większość), kiedy jem makaron z mlekiem roślinnym, a na koniec zagryzam pizzą.

3. Chęć niekupowania nowej garderoby. Utyłam (również przez hiperprolaktynemię, ale potem przez złą dietę) o prawie 3 rozmiary i nie mieszczę się w 97% rzeczy z mojej szafy. Ponieważ jest ona w miarę przemyślana w duchu slow fashion, tęsknię za noszeniem tych ubrań. Mam nawet parę, których nigdy nie założyłam. Najciekawszy jest przypadek spodni – kiedy je zamawiałam byłam przekonana (po sprawdzeniu wymiarów), że będą pasować, a kiedy przyszły, ledwo je dopięłam. Kolejny tydzień później dużo mi brakowało, żeby w ogóle je zapiąć, tak szybko tyłam.

4. Uwielbiam modę lat 90. Wiem, że są duże dziewczyny, które również ubierają się w tym stylu, ale mnie najzwyczajniej podoba się bardziej w spodniach z wysokim stanem smukła sylwetka. W moim przypadku jest tak, że choć biodra i brzuch rozrastają mi się o kilka rozmiarów, to talia zawsze pozostaje w rozmiarze 36. Bardzo trudno jest mi teraz znaleźć spodnie, dlatego cały czas chodzę w dresie i dosyć mocno mi to już przeszkadza.

5. Chcę zobaczyć siebie szczupłą. Nigdy nie byłam smukła i bardzo lubię swoje ciało. Ale cały czas coś we mnie mówiło, że chciałabym się zobaczyć w innej wersji (lepszej?). Nie mam nic przeciwko luźnemu stylowi, brzuchowi itd. Młodość jednak ma swój określony termin przydatności i chciałabym po prostu zobaczyć inną wersję siebie. Postanowiłam nawet używać makijażu i to dużo. Nie dlatego, żeby coś ukryć. Traktuję to raczej, jako sztukę, którą mogę dodać do swojego ciała.

 

3. Zaplanuj to, co jest w miarę realne


 

Jednym z moich postanowień jest podróż do Nowego Jorku pod koniec roku. Jedno z najśmielszych moich postanowień. Jednak obok tych, mam jeszcze: sukcesywnie pracować nad swoją karierą. W konsekwencji chciałabym zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, by nareszcie spełnić marzenie.

Pomyślałam sobie, że ojej, to takie duże marzenie, ale potem stwierdziłam, że albo je zaplanuję, albo będę odkładać w nieskończoność. Ilu z was ma tego typu marzenia? Napiszę książkę, pojadę na wakacje itd. Pewne rzeczy trzeba jednak dobrze przeanalizować. Wiem, że prawdopodobnie nie napiszę książki. To dlatego, że będę pracować nad moją karierą, która, jeśli się rozwinie z powodzeniem, pozwoli mi pojechać do Nowego Jorku. To marzenie nie jest odrealnione, bo wiem, jak chcę do niego dojść.

 

4. Zastanów się, czy wszystko z tobą okej


 

Czy twoje lenistwo jest tylko lenistwem czy może jest spowodowane chorobą lub reakcją na leki, które bierzesz? Może potrzebujesz terapii, albo przynajmniej tuzina książek z dziedziny psychologii i samorozwoju? Sama jestem w podobnej sytuacji i w Nowy Rok wchodzę z książką, która liczę, że mi pomoże. Mam na oku też psychoterapeutkę, którą trzymam na czarną godzinę. Mój stan umysłu zawsze był karuzelą, ale szczególnie przy hiperprolaktynemii nie jest łatwo. W Polsce pokutuje przekonanie, że jeśli idziesz do terapeuty, to znaczy, że jesteś świrusem. Udało mi się we mnie ten strach przewalczyć. Dlatego poprawa mojego stanu mentalnego to dla mnie takie ogólne postanowienie, które stoi obok wszystkich innych. Stan umysłu wpływa na resztę postanowień, dlatego tak ważne jest zadbanie o siebie.

 

5. Po prostu zrób to, bo tylko ty możesz to zrobić


 

Kiedy zadbasz o resztę, musisz po prostu znaleźć w sobie energię. Zamiast zastanawiać się, czy ci się coś chce, po prostu to zrób. Nie zawsze się uda, ale próbuj. W końcu wyrobisz w sobie nawyk. Ja zarezerwowałam w bibliotece książkę „Siła nawyku”, bo bardzo dużo o niej słyszałam i liczę, że pomoże mi umocnić energię i motywację, którą znalazłam w sobie jakiś czas temu. Być może w niedalekim czasie napiszę o niej osobny post, aby wspierać was w wypełnianiu postanowień.

Podsumowując, musicie być świadomi, że jesteście odpowiedzialni za swoje życie i jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. W pewnym momencie naszła mnie refleksja, że to ja decyduję, czemu i komu chcę poświęcić czas. Oczywiście, czasem trzeba wybrać mniejsze zło i nie wszystkiego da się uniknąć – np. mogłabym rzucić studia, ale tytuł magisterski może pomóc mi w karierze. Staram się jednak pamiętać, że to moja decyzja. Wtedy łatwiej zrozumieć, że przecież w każdej chwili możesz ruszyć w świat i żyć zupełnie gdzie indziej. Dla mnie działa to motywująco. I nie, nie stać mnie teraz na kupno vana, albo podróż. Ale po to robię postanowienia noworoczne, żeby za rok było mnie stać.

Jakie macie podejście do postanowień noworocznych? Zaniechaliście je czy są dla was ważne? Czekam na wasze odpowiedzi 🙂 Pa!

Mogą ci się również spodobać:

  • weronika

    Cześć! To bardzo ciekawy blog! Myślę, że naprawdę się wyróżnia. Dobrze się czyta Twoje teksty i wydajesz się fajną osobą:)

    P.S. Co do planowania marzeń, bardzo popieram. Ja wpadłam na to dopiero po 30., a gdybym odkładała nawet marne grosze 10 lat temu, może siedziałabym teraz w nowojorskim metrze, a może nawet i w taksówce! Trochę mi szkoda zmarnowanego czasu, ale wiem, że można to nadrobić.

    • Bardzo Ci dziękuję 🙂
      Pewnie, nigdy nie jest za późno! Szczerze mówiąc, bardzo długo niczego nie robiłam w swoim życiu. Dopiero na studiach (jakieś 4 lata temu) zaczęłam się zmieniać i przykładać do swoich pasji. Życzę Ci powodzenia 🙂