Komu oddać niepotrzebne rzeczy?




Schowane w kartonach, ukryte głęboko w szafie lub walające się po półkach i budzące niechęć właściciela. Pierdoły. Oto one. Zakłócają spokój ducha, bo w końcu, kiedy postanowiliśmy się ich pozbyć, nie wiemy za bardzo, jak to zrobić. W dodatku pojawia się żal, bo nie możemy ich sprzedać. Czy ktoś by je chciał? A jednak one istnieją w przestrzeni i jakoś nie możemy ich przypasować do rzeczywistości, chociaż otaczają nas z wielu stron.

Do moich przemyśleń skłoniło mnie ponowne przeglądnięcie szafy w moim rodzinnym domu. Nie tej szafy, gdzie mam ubrania, ale takiej drugiej. Takiej, gdzie każdy wkłada rzeczy, których widzieć nie chce. Z przykrością stwierdzam, że zajmuję największą część. Bardzo chciałabym to uporządkować. Jak?

Życie pierdół zazwyczaj zaczyna się… no właśnie gdzie? Chciałabym wiedzieć, co skłoniło kogoś do wymyślenia, że o to ten plastikowy badziew podbije sklepy „Wszystko za 5 zł”. Ba, a nawet te, gdzie wszystko kupimy za 2,50! Żal, aż nie skorzystać z takiej okazji… I ludzie korzystają. W konsumpcyjnym świecie chcemy więcej i więcej, a że środki mamy ograniczone, to rzucamy się na wszystkie promocje, sale i druga sztuka gratis. Nie ważne, że coś jest kompletnie nieużytkowe, ani chociaż ładne. Ważne, że jest. I że jest tego dużo.

Zerknęłam więc ponownie do kartonów. Znalazłam książki! Chociaż tyle w tej gromadzie beznadziei. Tylko że część z tych książek jest mi w ogóle niepotrzebna. Lektury, których nikt nie przeczyta i tego typu rzeczy. Boję się, czy biblioteki będą chciały to przyjąć. Może by spróbować. Znalazłam więc swoje światełko w tunelu, swoje silver lining, niczym Bradley Cooper w „Poradniku pozytywnego myślenia”. Jednak wokół światełka obraz nędzy i rozpaczy.

minimalizm

Jakieś karteluszki, trochę zapisane, trochę nie. Opakowania po różnych rzeczach, karton zużytych sprzętów elektronicznych, pudełko z różańcami i wizerunkami Matki Boskiej (pozostałość po uczęszczaniu do salezjańskiego przedszkola), resztki ubrań (niby nie noszę, ale może zostawię te bluzę na Woodstock?), ramki do zdjęć, lusterko za 4 zł z Ikei i jakieś tam jeszcze rzeczy. Największą jednak grozę budzą we mnie dwa kartony w drugiej części szafy. Są to rzeczy, których pozbyć chcę się definitywnie. Ale część jest podniszczona, część przedawniona, a reszta tak beznadziejna, że nawet za darmo nikt by nie chciał. Chyba.

Bo ludzie lubią brać za darmo. Tylko że i może te pierdoły przestaną walać się u mnie, ale wtedy zaczną u kogoś innego. Jak sprawić, by zniknęły na zawsze? Ponoć w przyrodzie nic nie ginie. Czy ktoś z nauk ścisłych może mi wytłumaczyć, jak to się dzieje, że nic nie ginie, ale możemy tworzyć NOWE rzeczy?

Trochę jednak się uspokajam, bo największe wyzwanie mam już za sobą. Kiedyś takich pierdół miałam o wiele więcej. Popakowałam to w worki i oddałam, niech ktoś inny się martwi. Jednak właśnie to mnie trapi. Minimaliści wyznają zasadę, że jeśli tobie się nie przyda, to na pewno przyda się komuś innemu. Ale co jeśli nie? Jeśli to jest tak bezmyślna rzecz, że NIKOMU nie jest potrzebna? Problemem staje się przesyt, nadmiar, którego nie sposób ulokować w przestrzeni. Najchętniej bym zaklaskała, zamknęła oczy, obróciła się wokół własnej osi, a kiedy bym otworzyła oczy, chciałabym już więcej tych pierdół na świecie nie widzieć. Pewnie skończyłoby się to zawrotem głowy i upadkiem. Tylko że zawrotów to ja dostaję już teraz. Tym bardziej po ponad miesiącu spędzonym na pracy w sieciówce.

minimalizm

Komu oddać bibeloty? Komuś, kto jest mniej świadomy, że ich nie potrzebuje? Pomysłodawcy za wiele musieć nie robią. Wymyślą byle co, zlecą produkcję w fabryce, w której tynk pracownikom leci na głowy i za parę centów od sztuki wyprodukuje nikomu niepotrzebną rzecz. Ale my i tak ją kupimy. Bo tanio, bo fajnie jest mieć, posiadać, władać, być właścicielem, zbierać, kolekcjonować, powiększać dobytek.

Kiedy przyjdzie nam tę rzecz wyrzucić, to najpierw przez kilka lat będziemy się zastanawiać, czy na pewno to z robić. Może jednak łączy nas z tą rzeczą jakiś sentyment? W końcu dostaliśmy ją w prezencie. Tą beznadziejną świeczkę w jakimś kiczowatym kieliszku. 2,50 zł w sklepie „Wszystko po 2,50”. W końcu idziemy w stronę śmietnika. Do którego pojemnika wrzucić? Plastik, szkło? Każą nam te śmieci segregować, ale nie powiedzą jak!

Decydujemy się więc pozbyć pierdół. I choć my czujemy się lżejsi, planeta Ziemia czuje się cięższa. Jeszcze cięższa staje się wtedy, gdy podejmujemy decyzje o zakupie. Groza mnie wtedy przeszywa, bo najchętniej chodziłabym z Leonardo DiCaprio pod rękę i opowiadała o przyszłości naszej Matki Ziemi.

Na koniec zamiast smutnej refleksji będzie żarcik.

Żarciku brak, bo to nie jest śmieszne.


Borykacie się z podobnymi problemami? Czy znacie rozwiązanie? Sprawa rozbuchanego konsumpcjonizmu bardzo mnie nurtuje. Chciałam poświęcić pracę magisterską innemu tematowi, ale czuję, że znowu się skupię na tej kwestii. Jest ona numerem jeden, jeśli chodzi o większość problemów dzisiejszego świata. W którymś z kolejnych postów, napiszę o swojej drodze, która doprowadziła mnie do zbalansowanego kupowania. Pa!

Mogą ci się również spodobać: