Czy słaba kultura jest na pewno przeciętna?




Ta źle zagrała, a ten film to totalne dno. Może jednak za niszową kulturą kryje się prawdziwy talent? Sprawdźcie, jak to możliwe.

Kultura i jej podziały to temat rzeka. Kultura popularna wcale nie musi być kulturą masową (Mona Lisa też jest popularna), a kicz może być arcydziełem. Opiszę wam dzisiaj trzy przypadki, w których okazuje się, że talent naprawdę drzemie.

Znienawidzona aktorka

Niemiłosiernie krytykowana, szczególnie za ilość mrugnięć w „Zmierzchu”, czyli Kristen Stewart. Może jednak została źle obsadzona w tym filmie (za odpowiedzialność ponoszą również ludzie od castingu)? Możliwe. Stewart na pewno nie jest aktorką wybitną, ponieważ nie potrafi być kameleonem. Widać, że role muszą być wpasowane w jej charakter. Dlatego bardzo się cieszę, że wybrano ją do filmu „The Runaways”, który odmienił moje spojrzenie na nią.

174177.1

Kristen wcieliła się w rolę Joan Jett, zadziornej gitarzystki i wokalistki, którą możecie kojarzyć z utworu „I Love Rock ‚N Roll”. Joan jest bardzo męską kobietą, tak samo Stewart. Obie idą pod prąd i widać, że aktorka świetnie się odnalazła, odgrywając tę postać. Jej rola w filmie była tak przejmująca, a poziom odtworzenia artystki tak wysoki, że z chęcią przyznałabym aktorce Oscara. Tak samo Dakocie Fanning, towarzyszącej Stewart w filmie, jednak jej talent jest rzadziej krytykowany.

Kicz nad kiczami

Uznawany za arcydzieło, ale również za niszowy film klasy B, czyli „The Rocky Horror Picture Show”. To musical, horror i komedia w jednym. Wyprodukowany w 1975 roku, do dziś fascynuje. Akcja rozgrywa się w starym dworku (a jakże), fabuła zaś jest dosyć abstrakcyjna. Osią jednak jest to, że młodej parze w trakcie podróży psuje się samochód. Szukając schronienia trafiają do dziwnego miejsca, niczym z horrorów. Jednak w środku dzieją się przedziwne rzeczy. W rolach głównych występują między innymi Susan Sarandon i Tim Curry (ten sam, który grał lokaja z „Kevinie samym w Nowym Jorku”, tutaj jest energicznym transwestytą). Film trzeba po prostu zobaczyć. Jest niezwykle kiczowaty, z początku wręcz trochę przynudza, jest bowiem tak źle zrobiony. Ale właśnie w tym tkwi jego siła. Zakończenie jest jeszcze dziwniejsze.

461352_1.1

461356_1.1

Oscarowy świąteczny film

Zamiast się wypierać, bez wstydu przyznaję, że uwielbiam obie części „Kevina samego w domu”. Dla jednych oklepany, dla mnie genialny (to musi być naprawdę dobry film, skoro można go ciągle oglądać). Mam do nich ogromny sentyment, posiadam nawet sweter z cytatem z drugiej części. Jednak bardzo ważnym elementem jest muzyka. Piosenka „Somewhere in My Memory” została nominowana zarówno do nagrody Grammy, jak i do Oscara (sam film dostał nominację do Złotego Globu). John Williams, autor muzyki do „Kevina…” to ten sam pan, który stworzył ścieżkę dźwiękową do niektórych części „Gwiezdnych wojen” (w tym tych ostatnich), trzech pierwszych części „Harry’ego Pottera” (tak, chodzi również o cudowny motyw przewodni) i innych kultowych filmów. Wow!

309457.1

Lubicie coś, co przez większość jest uznawana za nieciekawe? Swoimi przemyśleniami możecie się również podzielić na moim profilu na facebooku.

Mogą ci się również spodobać: