Nic w tej Polsce się nie dzieje. Prawda?




Zaliczamy się do kręgu cywilizacji zachodniej. Wprowadzamy nowoczesne technologie, korzystamy z tych samych narzędzi, podglądamy i naśladujemy resztę obiecującego świata. Zapominamy jednak o rozwoju jednej z ważniejszych, jeśli nie najważniejszej rzeczy. Kultury.

Mamy premiery kinowe i wydawnicze. Są organizowane koncerty największych gwiazd, tworzy się przeróżne wydarzenia lokalne. Wydawać by się mogło, że przemy do przodu i wszystko jest w porządku. Jednak na świecie dzieje się o wiele więcej, a my dzięki zadziwiającej mentalności, jesteśmy zawsze pięć kroków do tyłu. Jak to się dzieje?

W Polsce nie warto wydawać

Zawsze myślałam, że jestem zorientowana w kulturze. Może nie w każdej kategorii, ale znam nadchodzące filmy, masowo czytam książki i uwielbiam słuchać przeróżnej muzyki. Interesują mnie zarówno nowe jak i stare wydawnictwa. Któregoś dnia, a było to stosunkowo niedawno, odkryłam w internecie, ile powstaje muzyki, która nie dociera do Polski. Już od jakiegoś czasu doskwierała mi ta kwestia, ale wtedy jeszcze bardziej dostrzegłam ten dysonans: Polska kontra reszta świata. Ile pisze się za granicą książek, ile wychodzi filmów… W naszym kraju nigdy nie doczekaliśmy się wydania głośnej produkcji „Cake” z Jennifer Aniston, książki o Amy Winehouse napisanej przez jej matkę (wersja napisana przez ojca została u nas przetłumaczona) czy film z Marilyn Monroe i Clarkiem Gable „Skłóceni z życiem” (można obejrzeć czasem jedynie w telewizji).

Polska

„Skłóconych z życiem” z Marilyn Monroe nie wydano w Polsce

Kiedy otwieram książkę naukową i patrzę na bibliografię złożoną ze stu przypisów, może jakieś trzy są przetłumaczone na polski. Reszta musi pozostać dla Polaków tajemnicą. Co z tego, że na świecie mówi się o pokoleniu millenialsów. W naszym kraju pojawiła się o tym tylko jedna książka. Nawet z tematyką pokolenia X jest ciężko, chociaż było głośnym zjawiskiem pod koniec lat 90.

W angielskiej bibliotece mogłabym przebierać w tytułach. U nas nie dość, że brakuje aktualnych wydawnictw (nie wspominając o opóźnieniu względem oryginalnej premiery. To dotyczy szczególnie filmów. Niektóre pojawiają się nawet rok później!), to często mogę bazować głównie na książkach, które zostały wydane kilkadziesiąt lat temu.

Trofeum przyznane na lata

Polacy chyba mają tendencję do długiego trzymania na piedestale wybranych twórców. Ciągle powtarzamy tych samych uczonych (czy teraz nie mamy naukowców, filozofów?), a w szkołach tylko Mickiewicz i Słowacki. Bo przecież Scott Fitzgerald nie istniał, a obca kultura jest be. Lepiej przez 12 lat przekazywać młodym ludziom twórczość, w której każdy z autorów opłakuje albo swoje życie, albo historię Polski. Przestańmy się nad sobą użalać, tylko zajmijmy dniem dzisiejszym! Na Boga, na świecie jest o wiele więcej twórców i nic się nie stanie, jeśli do nich sięgniemy i poznamy bliżej. W końcu podróże kształcą, choćby te umysłowe. Program edukacyjny przewiduje jednak pozostanie w miejscu i opłakiwanie losów Polski.

Polska

Jednak aby nauczyć się czegoś od obcych kultur, trzeba mieć pewną zdolność analityczną i brania do siebie tylko tego, co najlepsze. A tego u nas brakuje. W szkołach również nie uczy się kreatywnego myślenia. Mamy się po prostu zachwycać daną książką, jakimś wierszem, BO TAK. Wkuwać, zanudzać się, przepisywać. Ale żeby tak napisać własny wiersz? Nauczyć się dzielenia emocjami? Uczyć empatii, by inni nie bali się otworzyć? Nie, tego zdecydowanie brak.

To my, Polacy

Kiedy moi rodzice pojechali do Rumunii, oprócz typowych bazarków spotkali też stoiska z domowymi wypiekami. Takimi naprawdę domowymi. W tym kraju z łatwością można było wyczuć lokalność, jakiś rodzaj sympatii. Tylko tu pani na stacji benzynowej wyciągnie spod lady swoje nadziewane placki. Tego typu myślenie gdzieś tu przebija jeszcze w Polsce. Nie boimy się swojskości, ale czasem zamazuje się nam granica pomiędzy nią a totalnie „wieśniackim” zachowaniem. Co innego słuszne robienie zapasów na zimę, a co innego pijackie imieniny.

Gdzie jest więc lokalność w Polsce? Na wszelkich jarmarkach, jak choćby dominikańskim w Gdańsku, „chińszczyzna” pogania „chińszczyznę”. Nikomu niepotrzebne bibeloty w towarzystwie stoisk z goframi, smakującymi tak sztucznie, że aż boli. Imprezy w stylu dożynek czy miejscowych festynów, przybrały rangę komercyjnych wydarzeń, które swoją obecnością uświetni Doda. Gdzie są Polacy? Gdzie się podzialiśmy? Zanurzyliśmy się w morzu konsumpcji, skopiowaliśmy całą kulturę zachodnią, ale zasady zostały te same. Polskość, ta wieczna pretensja w głosie – ona zawsze tu jest i wszystko pochłania, w szczególności kulturę. Kultywujemy picie wódki i jedzenie kiełbasy, żyjemy jedną nogą w PRL-u, umiemy kombinować kiedy trzeba, ciągle ciężko wzdychamy zamiast wprowadzić realne zmiany. „Polak potrafi” – wykonujemy słabo płatną pracą, a pracodawcy wymagają od nas mnóstwa rzeczy. Żyjemy czy wegetujemy? Lubimy powtarzać „będzie dobrze”, chociaż tak naprawdę dużo tu biedy i zaściankowego myślenia. Kręcimy słabe komedyjki, a nie wpuszczamy „Geniusza” do kin. Jesteśmy zawsze jeden krok do tyłu, choć nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stanąć w szeregu z innymi.

Polska

„Geniusz” w Polsce tylko w studyjnych kinach

Brakuje mi kultury w Polsce. Brakuje mi nowoczesnego myślenia. Jesteśmy tylko my, wzdychający przy oparach wódki. Próbujemy zapić naszą niedolę i dać sobie kolejny powód do marudzenia na polityków. Idzie nowe pokolenie. Ale jego znaczna część znowu wejdzie w te same tory. Kiedy otworzymy się na świat, tak naprawdę? Tysiąc lat temu słynęliśmy z tolerancji religijnej. Jednak już od kilkuset lat przejawia się ona – POLSKOŚĆ.

Polska zawiść nie zna końca. Polskich aktorów można policzyć na palcach jednej ręki, jakby innym nie można było dać szansy. Pudelki, srelki. Dlaczego wszyscy chcą być na okładce Vogue’a, a nie polskiej gazety? Paradoksalnie w tych naszych jest więcej artykułów, mniej reklam, na szczęście. Jednak ostatnio rodzima edycja Harper’s Bazaar się nie wykazała, gdy ocenzurowali wywiad z Jennifer Lawrence. W Polsce uznano, że macica to zbyt straszne słowo. Macicy trzeba się wstydzić. W ogóle wszystkiego trzeba się wstydzić i błagać o odpuszczenie grzechów na niedzielnej mszy. Biedna ta nasza Polska. Taka zaściankowa i ocenzurowana. Nawet teatry nie mogą sobie spokojnie działać, zawsze czegoś ktoś się uczepi. Dlatego kocham Nowy Jork. Tam nikt na ciebie krzywo nie spojrzy. Tam jest wolność artystyczna. Kocham również takie właśnie miejsca w Polsce, gdzie możesz być sobą. Mało jednak ich jest, bo zaraz ktoś przyjdzie i oskarży cię o herezję. Biedny ten kraj, gdzie do więzienia możesz trafić za niewinność. Gdzie antykoncepcja i świadomość własnego ciała są na liście czynów zakazanych.

Polska

Ocenzurowana Lawrence

Dlaczego to piszę?

Może się wydawać, że to kolejne wiadro pomyj. Że to ta polska pretensja przeze mnie przebija. I pewnie tak jest. Ale chociaż staram się żyć po swojemu, ciągle stykam się ze ścianą utworzoną przez polskie myślenie. Nawet w mojej pracy widzę tę różnicę pomiędzy Polakami a obcokrajowcami. Nie zawsze, ale jednak. Kiedy pojechałam do Londynu, zaskoczyła mnie otwartość tych ludzi. Ten naturalny uśmiech. U nas naturalne jest tylko marudzenie… i brak działania. Ale ja chcę to zmienić. Nie mówię, że na dużą skalę, ale żyję tak, by ta polskość przemawiała przeze ze mnie jak najmniej. Chcę dawać przykład innym. Zamiast zakrapianych imienin, urządziłam wegański piknik. Zamiast poddawać się i mówić, że nie ma pracy, szukam uparcie swojej drogi. Jest ciężko, bo pracy jest mało. Ale jest. Nie wykluczam wyjazdu, ale tylko dlatego, że trudniej wyjść młodym twórcom z Polski na zagraniczny rynek. Jednak jest to możliwe. Zawsze widzę możliwości. Jest choćby internet.

Polska

Jakie będą kolejne pokolenia?

Kiedyś chciałam zmienić system edukacji, ale nie chcę bawić  się w ustawy. Wolę myśleć nad zorganizowaniem jakiegoś programu dla młodych ludzi, którym szkoła nie daje możliwości kreatywnego myślenia. Ghandi powiedział kiedyś „To ty musisz być zmianą, którą chcesz zobaczyć w świecie”. Nie mówię, że zmiana naszego kraju jest dla mnie najważniejsza. Ale chcę móc przestać stykać się ciągle z tą barierą, jaką Polacy sami stwarzają. Mam dość tego dziwnego nastroju w powietrzu. Tego czegoś, co można zidentyfikować choćby przez umowy śmieciówki i słabo płatną pracę. Przecież można by płacić ludziom więcej. Ale po co, skoro pensja mieście się w tej nieludzkiej, ale zgodnej z prawem normie…?

Czuję się czasem trochę jak w klatce. Zawsze ktoś chce kogoś oszukać i myśli, że wie najlepiej. Nie mam dostępu do pełni kultury, chociaż internet wiele ułatwia. Najgorsze jest to, że muszę zmienić myślenie. To, co mamy w naszym kraju to nie jest WSZYSTKO. To tylko jakiś procent i jeśli chcę doświadczyć dzieł innych artystów, to muszę poszukać dalej. Nie tu, bo tutaj ich nie ma.


Spotykacie się z podobnymi barierami w swojej codzienności? Co chcielibyście w Polsce zmienić?

Mogą ci się również spodobać: