Jak mieć czas i pieniądze na przyjemności?




„Nie mam czasu” to najpopularniejsza wymówka dzisiejszych ludzi. Zaraz po niej przychodzi narzekanie na brak pieniędzy. Chodzimy przemęczeni, marząc o ciepłej herbacie i chwili na pielęgnację ciała, pójście do kina czy na czytanie książki, którą chcielibyśmy kupić (ale nie mamy za co). Zamiast tego wszystko robimy w biegu, a kiedy przychodzi co do czego, nasz budżet jest zbyt mały, żeby pomieścić przyjemności. Czy aby na pewno?

Ostatnio zrezygnowałam z pracy i wróciłam do poprzedniej. Będę zarabiać troszeczkę mniej, ale za to mój grafik będzie pasował do mojego rytmu tygodnia. W sieciówce muszę raz przychodzić na 6, raz na 15. Czasem kończę o 14, a czasem o 22. Mój tryb spania bardzo się rozregulował, a ponieważ wiem, co jest dla mnie ważne, zmieniłam pracę. Wolę chodzić wyspana i móc zaplanować cały tydzień czy miesiąc, niż dowiadywać się z dnia na dzień, czy mam przyjść do pracy. Zacznijmy więc od twojego planu, a później przejdziemy do budżetu.

Otwórz kalendarz

Brak czasu wynika ze złego rozplanowania czasu i/lub energii. Ewentualnie możemy do tego dodać nagłe przypadki, ale zdarzają się one rzadko, więc nie możesz zwalać na nie winy. Jak to się dzieje, że piszę często posty? Na początku października otworzyłam swój kalendarz (w moim przypadku internetowy Calendar Google, więc nie muszę kupować nowego) i naniosłam moje godziny pracy, premiery filmowe, godziny moich zajęć na studiach oraz wpisałam dni, w których będę publikować posty. Takie zobowiązanie bardzo mnie podtrzymuje do działania, dzięki czemu zawsze znajduję czas na pisanie, bo wiem, że muszę się wyrobić. Możliwe, że teraz jest mi łatwiej, bo mam ustalone swoje priorytety. Blog jest dla mnie bardzo ważny, dlatego nie odkładam go na później. Ty też musisz zacząć od wyznaczenia priorytetów.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Zaplanuj przyjemności

Dwa posty wcześniej pisałam, jak ważne okazało się dla mnie wybranie tylko jednej pasji. Nie mogę być we wszystkim dobra, a mnogość wyboru sprawiała, że chciałam być każdym. Teraz wiem, że moim talentem jest pisanie i na nim chcę się skupić. Kiedy wczoraj wieczorem spisałam sobie listę WSZYSTKICH aktywności, jakie chcę, żeby znalazły się w moim tygodniu, poczułam ulgę. Nareszcie udało mi się osiągnąć poziom, który Joanna Glogaza (styledigger.com) opisuje w książce „Slow life”. Czuję, że teraz ze wszystkim się wyrobię i nie ma miejsca na miotanie się. W moim rozkładzie jest nie tylko pisanie bloga czy praca, ale również chodzenie do kina (minimum raz w tygodniu) czy domowe spa (przynajmniej raz na tydzień, a na co dzień typowa pielęgnacja po kąpieli itp.). Nie mam już planów w stylu, a może pogram godzinę na gitarze? A może zacznę kręcić vloga? A może zacznę rysować? Nie. Nareszcie ustaliłam porządnie swoje priorytety i ty też musisz wiedzieć, co jest dla ciebie najważniejsze.

Weź kartkę i wpisz wszystkie swoje zajęcia, również te, które chcesz dopiero rozpocząć oraz przyjemności, na które masz ochotę. Nie patrz na razie na budżet, po prostu stwórz listę… a potem wykreśl wszystko, co cię przytłacza. Jeśli dodatkowe zajęcia powodują u ciebie frustrację, bo nigdy się z nimi nie wyrabiasz, to możliwe, że wziąłeś za dużo na głowę. Od kilku lat próbowałam nauczyć się grać na gitarze, ale miałam ją w rękach może z pięć razy. Odpuściłam, bo zrozumiałam, że może nie zależy mi na tym, aż tak bardzo. Zamiast rozmyślać o tym „co by było gdyby”, postanowiłam skupić się na pisaniu. Jeśli nie wiesz, co wybrać, wybierz tylko jedną rzecz i zacznij ją robić 🙂 W poprzednim poście pisałam o tym, jak zdecydować, która pasja jest dla nas najważniejsza. Zajrzyj tam, jeśli masz z tym problem.

przyjemności

Wypad do kawiarni wpisany w kalendarz? Czemu nie!

I proszę nie mów, że nie masz czasu. Ja też nie miałam, więc zmieniam pracę. Wiem, że nie wszyscy mają taką możliwość, ale zacznij szukać. Wysyłaj setki CV. Może twoim problemem wcale nie jest praca. Może za dużo spędzasz czasu przed komputerem, albo zamiast czytać książkę w autobusie, przez 45 minut gapisz się w szybę. Przejrzyj swój dzień, co do minuty i znajdź luki, którymi ucieka ci czas.

Budżet

Do napisania tego postu zainspirowało mnie zdanie mojej wykładowczyni. Powiedziała, że warto przeznaczyć 10% budżetu na przyjemności i wydać to do ostatniej złotówki. U mnie by się to pewnie nie sprawdziło, niemniej uważam to za ciekawy pomysł. Jak ja planuję budżet? Ostatni miesiąc był dla mnie okropnie biedny. Nie miałam za bardzo możliwości pójścia na pizzę itp. Nie oznacza to jednak, że nie spotykałam się ze znajomymi. Mam wykupiony karnet do kina (42 zł miesięcznie) i to mi pozwala na dostęp do najnowszych filmów. Poza tym kino jest dobrą okazją do spotkań. W ciągu dnia faktycznie miałam mało czasu, bo praca bardzo absorbowała mój dzień, ale za to wolne dni wykorzystywałam do cna. Nauczyłam się gotować proste i szybkie potrawy, a przy tym pyszne. Nie tylko, kiedy miałam wolne słuchałam ulubionej muzyki, dużo czytałam i jeździłam nad morze. Te wszystkie rzeczy nie pozwoliły mi aż tak mocno odczuć, że nie mam pieniędzy na większe wyjście. Pod koniec miesiąca zostało mi takie dodatkowe 15-20 zł, a ponieważ z koleżanką bardzo chciałyśmy się spotkać, poszliśmy spontanicznie do drogiej restauracji… i normalnie tam zjadłyśmy. Zamiast smoothie za 18 zł, wybrałam za 12, a zamiast drogiego dania, wybrałyśmy frytki. To jednak nie przeszkodziło nam, żeby cieszyć się wieczorem.

przyjemności

Teraz, kiedy wypłata już bliżej, niż dalej, znów będę mogła rozplanować pieniądze jak zawsze. Wcześniej nie byłam aż tak skrupulatna, ale miałam zasadę, że nie wydaję na głupoty. Nie kupowałam „rzeczy za 5 zł”, czyli niepotrzebnych nikomu bibelotów, innych kosmetyków, których i tak nie użyję czy kolejnych ciuchów. Mam jasno określone, na co wydaję pieniądze: jedzenie, spotkania z przyjaciółmi, filmy i książki. W tym miesiącu chcę rozplanować to podobnie, ale jednak z większą dokładnością.

Zamiast odejmować 10% robię tak: najpierw zastanawiam się, ile potrzebuję na opłacenie WSZYSTKICH rachunków. Wlicza się w to mieszkanie, karnet do kina, bilet miesięczny oraz opłata za moją stronę. Potem zastanawiam się, ile potrzebuję na jedzenie. W zależności od tego, ile mi zostanie, zastanawiam się, czy warto cokolwiek odkładać. Mój budżet jest skromny i zamiast zaciskać pasa i oszczędzać na nie wiadomo co, wolę wydać te pieniądze właśnie na przyjemności. Jeśli w jednym miesiącu sobie pożałuję, w następnym odbijam sobie z podwójną siłą. Dlatego nauczyłam się, że w każdym miesiącu muszę mieć trochę pieniędzy na miłe rzeczy. Doszłam do takiego punktu, że nie pomieszczę już zbyt wielu filmów i książek, więc zamiast kupować nowe, postanowiłam przeczytać i oglądnąć to, co mam. Nie powiem, że będę jeszcze więcej korzystać z biblioteki, bo to by było niemożliwe. W sumie to już od jakiegoś czasu kupuję tylko te książki, których nie mogę wypożyczyć lub są zbyt osobiste. Np. na pewno kupię najnowszego „Harry’ego Pottera”.

przyjemności

Myślę, że budżet wynika również z tego, jakie mamy podejście do posiadania. Swoje ubrania mam w 99% z lumpeksu. Nie potrzebuję najnowszych gadżetów. Jedyne, co potrzebuję to szczotki do peelingu. I tyle. Gdybym miała więcej pieniędzy, może kupiłabym pędzle do malowania i kosmetyki kolorowe. Ale wiem, że tak naprawdę to jest samonapędzająca się machina. W ostatnich „Wysokich obcasów” był artykuł roli pieniędzy w relacjach międzyludzkich. Zostały przedstawione między innymi takie badania, w których brali udział amerykańscy i brytyjscy milonerzy:

Na początku poproszono ich, żeby ocenili w skali dziesięciostopniowej, jak bardzo się czują szczęśliwi (…). Niezależnie od tego, czy dany milioner posiadał jeden milion, siedem czy sto, wszyscy średnio ocenili swoje poczucie szczęścia na siedem. To jedno. A drugie – każdemu z nich wydawało się, że jak będzie miał dwa razy więcej, to będzie o jeden punkt procentowy szczęśliwszy.

Oczywiście, że chciałabym pojechać do Nowego Jorku, ale z moim budżetem musiałabym oszczędzać jakieś 10 lat. Zamiast tego wolę wydawać te pieniądze na moje AKTUALNE potrzeby. Dołowanie się z powodu skromnej pensji nic nie da. Za to wypad do kina czy do ulubionej knajpy z przyjaciółmi będzie wpływał na moje szczęście tu i teraz. Dzięki temu będę miała energię na działanie, a z tego działania może dostanę lepszą pracę i wtedy faktycznie będę oszczędzać większe kwoty. Teraz też planuję oszczędzać chociaż trochę, jeśli uczelnia przyzna mi stypendium za średnią. Jeśli nie, trudno. Nie ma sensu się użalać. Lepiej być szczęśliwym, nie oczekiwać od życia jachtów, tylko docenić to, co się ma. Bo jestem pewna, że masz dużo. Bo stan naszego posiadania, to również dostęp do bibliotek, edukacji itd. W dodatku w miastach jest organizowanych tyle darmowych wydarzeń, że jeśli czujesz się odizolowany, to z własnej winy.

Wiem, że to brzmi banalnie „docenić to, co się ma”. Ale taka jest prawda. Doceniam to, że żyję w pięknym miejscu, że mogę pisać bloga, chodzić na ulubione studia, do kina, że w szufladzie mam dużo ciekawych książek i filmów. Że mam wiele wspaniałych znajomości, a świat w dzisiejszych czasach stoi przede mną otworem. A nawet źle to wyraziłam. Bo nie czuję, że te możliwości, które oferuje mi świat na mnie czekają. Czuję, że z nich korzystam. I to jest przyjemne uczucie.


Zamiast stać z boku i zazdrościć innym, zastanów się, czego tak naprawdę potrzebujesz. Może zamiast grania na gitarze, wolisz chodzić na koncerty. Zamiast wielkiego domu, wolisz skromne mieszkanie. Nie podążaj za innymi, bo zrujnujesz swój plan dnia (życia) i budżet. Poznaj swoje potrzeby i ich się trzymaj. Powodzenia, pa!

Mogą ci się również spodobać: