„Maniac”, czyli „Blade Runner”, którego ciężko się ogląda




Na „Maniaca” czekałam ze względu na Emmę Stone, retro atmosferę i tematykę sci-fi. Moją recenzję w połowie napisałam po obejrzeniu 4 odcinków i na tym miał być koniec. Ciekawość jednak wygrała i dokończyłam spisywanie moich przemyśleń. Wyłaniają się w nich różne obrazy tak samo, jak z serialu.

„Maniac” jest jednosezonowym serialem, składającym się z 10 odcinków. Pokazuje losy dwójki bohaterów (w tych rolach Emma Stone i Jonah Hill), którzy poddają się testom medycznym, służącym do wprowadzenia na rynek nowego leku. Ma on za zadanie wyleczyć choroby psychiczne bez konieczności przechodzenia bolesnej i długotrwałej terapii. Akcja świata rzeczywistego dzieje się w przyszłości, ale nie jest powiedziane, który jest dokładnie rok.

Chciałabym przedstawić część moich przemyśleń, które zapisałam do czwartego odcinka, a następnie te, które miałam pomiędzy 5 i 8 odcinkiem oraz przy dwóch ostatnich. Serial jest dosyć chaotyczny, dlatego recenzja na jego temat jest także niejednoznaczna.

 

Moje przemyślenia do 4 odcinka

„Maniac” to stracona szansa. Scenografia jest opracowana naprawdę szczegółowo. Twórcy chcieli nam nakreślić konkretny świat. Robią to jednak trochę nieudolnie, bo nie udaje im się osiągnąć choćby poziomu „Stranger Things” (który jest serialem odtwórczym, ale udaje mu się zachować unikalność). Szkoda scenografii, szkoda Emmy Stone. Nie szkoda Jonah Hilla, bo jego postać jest napisana tak chaotycznie i niemrawo, że nie wzbudza większej sympatii. Lepiej by było, gdyby skupiono się tylko na bohaterce, bo ma ona jakiś cel – zdobyć tabletki, wybaczyć sobie to, co stało się przed laty.

Największym problemem „Maniaca” jest to, że nie ma właśnie celu. Dotrwałam do czwartego odcinka. Z opisu piątego wywnioskowałam, że ma być dokładnie o tym samym, tylko w innej rzeczywistości, a i poprzedni kompletnie nic nie wzniósł do fabuły.

Śledzimy losy bohatera, potem bohaterki, ale wszystko dosyć się wlecze. Kiedy nareszcie ścieżki obu postaci się łączą, tak naprawdę nie wiemy po co i jak trafili do jednej sceny.

Serial jest poskładany z niedomówień i tylko one ciągną widza do oglądania dalej. Na pewno nie jest to przywiązanie do bohaterów ani cel, do którego dąży fabuła. Celu nie ma.

Denerwuje mnie to, że wizje przyszłości naszego świata idą tylko w dwie strony. Albo latają nad nami samochody, albo zalewa nas fala vintage przedmiotów. Myślę, że wyjątkiem jest np. film „Ona” (reż. Spike Jonze), który pokazywał przyszłość mniej oderwaną od naszej obecnej rzeczywistości, skupiając się raczej na zmianach społecznych. Nadal jednak za tło obrał Azję, z czym mamy również do czynienia w „Maniacu” i większości filmach futurystycznych.

Serial jest zbyt dosłowny w używaniu nostalgicznych przedmiotów. Tak, że czasem nie wiadomo, w jakim czasie dzieje się akcja. Estetyka lat 80. jest naprawdę dobrym wyborem, ale niech nikt mi nie wmawia, że super nowoczesne komputery wyglądają, a przede wszystkim działają (!) jak Atari.

 

Moje przemyślenia pomiędzy 5 a 8 odcinkiem

Jest scenografia opracowana w każdym detalu, są patetyczne dialogi, ale nie wnoszą one zupełnie nic do fabuły. Serial nie niesie ze sobą żadnego powiewu świeżości. Jest zbieraniną różnych motywów z popkultury sci-fi, ale nie daje nic, nad czym można by się pochylić i podyskutować. Nie daje nawet zwykłej przyjemności oglądania jak „Stranger Things”, bo jest niezwykle chaotyczny i mroczny. Po obejrzeniu czułam się jeszcze bardziej zdołowana, niż byłam. W „Maniacu” postawiono na estetykę, gubiąc gdzieś po drodze fabułę.

 

Moje przemyślenia przy 9 i 10 odcinku

9 odcinek był najlepszym ze wszystkim i szkoda, że tak nie wyglądała reszta. Dopiero przy tym epizodzie „Maniac” naprawdę mnie poruszył. Tylko dlaczego dopiero teraz?

Mam też takie przemyślenia na temat tego serialu, odmienne od tego, co napisałam wcześniej. „Maniac” jest tak irytujący i momentami nieznośny, bo jest odbiciem naszej duszy. Motyw lustra, odbicia pojawia się zresztą tutaj wielokrotnie. Tak jak ja chciałam przerwać oglądanie, tak bohater grany przez Hilla chciał w pewnym momencie zrezygnować z udziału w projekcie. Mówi, że jest to dla niego jak rozdrapywanie starych ran, a on chce o tym zapomnieć i wieść normalne życie. Ale od nierozwiązanych spraw z przeszłości nie da się uciec. Demony wracają, dopóki nie dozna się katharsis. A ono przychodzi właśnie w odcinku 9, co niestety jest trochę za późno, ale ostatecznie w tym momencie zaczęłam przebaczać niektóre błędy tej produkcji.

Ten serial jest o terapii i odzwierciedlał emocje, które jej towarzyszą, prowadząc widza od jej początku do końca. Dlatego był taki bolesny. Po zakończeniu oglądania byłam zmęczona. Ale obiecałam też sobie, że porządnie zadbam o swój umysł i zdrowie. Przeżyłam emocjonalną podróż z „Maniakiem” i dlatego warto było go obejrzeć, pomimo jego niedoskonałości.

Nie zmienia to faktu, że twórcy chcieli poruszyć zbyt wiele wątków na raz. Gdyby to był serial tylko o terapii, to byłoby w porządku. Ale zaczął wchodzić w temat miłości, by nagle rozważać naturę Wszechświata. I choć widzę zależność tego ostatniego z życiem i emocjami człowieka, to w fabule zrobił się chaos. Zresztą być może tak miało być, bo w „Maniacu” postawiono pytanie o to, czy Wszechświat jest chaosem czy ładem. To nieco wyjaśnia charakter serialu.

Zastanawiam się, ile osób faktycznie poczuje ten serial, a ile nie ma żadnych problemów psychicznych i nie utożsami się z tym, co tam się dzieje i nie wciągnie się w zaproponowaną przez twórców ścieżkę terapii. Podejrzewam jednak, że większość z nas w życiu coś niemiłego przeżyła. Uważam jednak, że mogłam na ten serial spojrzeć innym, łagodniejszym okiem, tylko dlatego, że sama przeżywałam/przeżywam zawiłości problemów emocjonalnych, które można śmiało poddać terapii. Przez to pod koniec „Maniac” wydał mi się bliski mojemu życiu. I właśnie przez to po jego obejrzeniu byłam trochę rozchwiana i się rozpłakałam.

Podsumowując, bardziej mi się podobał „Stranger Things”, „Twin Peaks” czy oczywiście „Blade Runner”. „Maniac” miał dużo ubytków w fabule, a wizualnie starał się za bardzo i momentami był przez to irytujący. W przedostatnim odcinku chwycił mnie jednak na chwilę za serce, by potem pozostawić nadal z większą ilością pytań, niż odpowiedzi. Czy jednak warto go obejrzeć? Myślę, że tak. Jest coś w nim przyciągającego, coś, co porusza emocjami i każe się im przyjrzeć. To mi się w nim podobało.

Mogą ci się również spodobać:

  • atyde atyde

    a może ta przyszłość jest tak odległa, że ludzkość wymarła i drodziła się na nowo, inne wydarzenia historyczne inaczej wpłynęły na rozwój i w latachm, które odpowiadają naszym latom 80 technologia jest bardziej zaawansowana niż obcenie, mimo że wygląd maszyn jest jak w latach 80 właśnie.

    • Podoba mi się ta teoria, ale w serialu nie było co do tego przesłanek. Poza tym ma on jak najbardziej sprawiać, że jest nam bliski, przemawiać do naszej psychiki, więc tworzenie odmiennego świata byłoby odwrotnym zabiegiem.