Indy Yelich, siostra Lorde, uczy mnie dorosłości + mój wiersz




Od miesięcy planowałam kupić tomik poezji napisany przez siostrę Lorde, Indy Yelich. Obie dziewczyny w swojej twórczości dużo piszą o dojrzewaniu, porzucaniu nastoletniego wieku i mierzeniu się z nowymi sytuacjami w życiu. Ich przemyślenia są mi bardzo bliskie, w końcu jesteśmy w podobnym wieku. Wczoraj dotarła do mnie wspomniana książka i zrozumiałam coś bardzo ważnego.

Obecnie mam 24 lata i 8 miesięcy. Mieszkam chwilowo w rodzinnym domu, choć wcześniej przez kilka lat wynajmowałam już własny pokój i sporo pracowałam. To był dla mnie okres bardzo stresujący. Tak bardzo, że zaczęłam chorować na różne przypadłości, które są wywoływane głównie przez stres właśnie.

Był to dla mnie również czas mało twórczy. Wcześniej pisałam bardzo wiele, szczególnie wierszy. Mam mnóstwo zeszytów i kartek, które zapisywałam wierszami, tekstami i opowiadaniami mniej więcej od 10 roku życia. Codziennie coś wymyślałam, w moim telefonie roiło się od notatek, bo wena dopadała mnie najczęściej na środku miasta. I nagle to wszystko się skończyło.

Po drugim roku studiów powoli wchodziłam w fazę kryzysu. Na trzecim roku jeszcze coś pisałam, dostałam nawet maszynę do pisania. Ale zapadałam się w siebie coraz głębiej, aż w końcu sprawy wynajmu pokoju i szukania pracy pochłaniały mnie coraz bardziej. Tak zaczął się czwarty rok.

Wynajmowałam pokój, w którym prawie nie mieszkałam, bo chodziłam do pracy, żeby móc za co opłacić czynsz. W międzyczasie robiłam magisterkę, bo nie miałam innego pomysłu na siebie. Coraz bardziej i bardziej opadałam na dno istnienia.

To był bardzo ciężkie 1,5 roku i w tym momencie jestem zdziwiona, że to było TYLKO 1,5 roku. Walczyłam o przetrwanie każdego dnia – i to finansowe i to emocjonalne. Coraz mniej tworzyłam, aż w końcu nie tworzyłam nic.

View this post on Instagram

🥀📸 @willteeyang

A post shared by indy yelich (@indyyelich1) on

Na ostatnim roku studiów przeprowadziłam się z powrotem do rodzinnego domu i dojeżdżałam na uniwersytet pociągiem. Nie miałam pieniędzy, ani siły, żeby dalej tkwić w tym kołowrotku. Powoli odbijałam się od dna, aż po wielu miesiącach udało mi się złapać nawet niezły balans. Cały czas jednak prawie w ogóle nie pisałam wierszy. Zapomniałam też o książce, którą kiedyś z taką pasją tworzyłam.

Od jakiegoś czasu wiedziałam już, co chcę dalej robić w życiu, gdzie będę mieszkać. Pojawiły się jednak problemy z mieszkaniem i cała moja pewność zatrzęsła się w posadach. Zaczęłam mieć wątpliwości co do wszystkiego. I choć ostatecznie wszystko się z wynajmem wyjaśniło, a ja przestałam się aż tak martwić, to nadal zostałam trochę roztrzęsiona po całej sytuacji.

Czy to na pewno to, czego chcę? Gdzie chciałabym mieszkać? Dlaczego nie może być inaczej? Którą drogę wybrać? I wtedy w końcu po prawie 2 tygodniach dotarła do mnie książka Indy Yelich.

Od długiego czasu obserwuję Indy na instagramie. Uwielbiam czytać jej rzadko pojawiające się posty na blogu, który jest w ogóle niepopularny w przeciwieństwie do jej konta. Pochodzi z Nowej Zelandii, ale wyjechała do Los Angeles. Tam przeżyła etap totalnego zagubienia. Następnie postanowiła wyjechać do Nowego Jorku i tam odnalazła siebie. To miasto dało jej tak wiele inspiracji, że napisała i wydała tomik poezji.

Zaczęłam go już czytać i pomyślałam, że to niesamowite czuć takie podobieństwo. Podobieństwo jako młody człowiek, ale i pisarka. Uświadomiłam sobie jednak coś nagle. Różnica pomiędzy mną a nią jest taka, że ona pisze i oto trzymam jej książkę, a ja nie.

Parę lat pomyślałam sobie, że nie mogłabym żyć bez pisania. Że jest to coś nierozerwalnie związanego ze mną i tworzącego moją osobowość. A tutaj nagle żyję bez pisania. Od czasu do czasu wypuszczę jakiś artykuł, np. w Szajn, ale pisanie przestało przenikać całe moje jestestwo i nie jest już czymś dla mnie codziennym. Nie chcę, by dalej tak się działo.

Książkę Indy, „Sticky notes”, zaczęłam czytać wczoraj, a dzisiaj rano obudziłam się i napisałam dwa wiersze. Zaczęłam powracać do siebie. Oto jeden z nich, dla mnie bardzo ważny, otwierający nowy etap:

Pisałam kiedyś bardzo dużo
Potem się zatrzymałam
Na 3 lata
Może więcej

Instagram, facebook, youtube
Życie innych ludzi
Odtwarzanie, odtwarzanie
Zanikanie, zanikanie

Dorosłość mnie przeraziła
Choruję od stresu
Wypadają mi włosy
Ale teraz czuję się silniejsza

Spotkamy się niedługo
Chcę Ci wyznać PRAWDĘ
Znasz ją już od dawna
Choć nikt jej nie powiedział

Wczoraj odebrałam tomik Indy Yelich
Czuję się, jakbym czytała siebie
Nagle coś sobie uświadomiłam
Ona pisze, a ja nie
I czekam aż wszystko przyjdzie samo

Po raz pierwszy opublikowałam publicznie swój wiersz. Choć pisałam dużo, niewielu ludzi to czytało. Żyłam marzeniem o byciu pisarką w Nowym Jorku, ale przybliżałam się do niego milimetrami, zamiast robić stanowcze kroki. Indy jest dla mnie ogromną inspiracją, bo w tak młodym wieku (19) ma to, co jest moim marzeniem. To nie tak, że jej zazdroszczę, bo każdy ma inną drogą dojścia do swojego celu. Ale to miło, że jej się udało. Cieszę się, że na nią trafiłam. Wierzę, że losy niektórych ludzi są powiązane, nawet jeśli się nie znają.

Oto moja historia niepisania. I historia tego, że dorosłość nie jest łatwa i jeśli się gubię, to nie dlatego, że jestem słaba, ale dlatego, że pewne rzeczy są wyzwaniami i akurat w danej chwili nie mogę znaleźć drogi.

Mogą ci się również spodobać: