Hołd dla przeszłości. Recenzja ósmej części Harry’ego Pottera [małe spoilery]




Pamiętam, jak wychodziły „Insygnia śmierci”, a Rowling w wywiadzie przyznała, że może napisze kolejną część za jakieś 10 lat. Stało się i to szybciej, niż przewidywania autorki. Cały świat znów skierował swój wzrok na przygody już nie tak młodego czarodzieja. Wiele osób miało wątpliwości, przede wszystkim ze względu na to, że najnowsza część jest napisana w formie sztuki. Przed chwilą skończyłam ją czytać. I to nie forma sztuki jest problemem. Jednocześnie byłam zaintrygowana.

Zacznijmy od tego, że przeczytałam książkę w dwa dni, a to i tak wydaje się długo. Nie będę ukrywać, że historia mnie wciągnęła. W końcu to nowy Harry Potter do jasnej ciasnej! Ale potem, żeby zrobić nastrój, włączyłam podczas czytania muzykę z pierwszej części filmu o naszej trójce bohaterów. Wydaje mi się, że zrobiłam to również dlatego, że zaczynało mi trochę brakować prawdziwej potterowości w tej sztuce. O co chodzi?

Fanfic na sterydach

Fanfic to opowieść napisana w oparciu o prawdziwe uniwersum. Bardzo popularnym fanfikiem w świecie Harry’ego Pottera jest ten, uwzględniający romans Hermiony i Malfoya… i ten motyw gdzieś w tej ósmej części pobrzmiewa. Jednak od początku. Dlaczego ma się wrażenie, że to fanfic? Najczęściej są one trochę słabiej napisane, niż oryginał. Tak też jest tutaj. Choć widać, że Jack Thorne (J.K. Rowling była jedynie pomysłodawczynią fabuły) włożył wiele pracy w swoje dzieło, to niektóre teksty bywają bardzo naiwne. Może lepszy odbiór mają ci, którzy w pełni łapią angielski humor.

Harry Potter

Trochę fanficowa jest też fabuła, co dziwne, bo przecież pracowała przy niej sama Rowling. Zamiast pójść do przodu i wymyślić coś nowego, pojawia się bardzo wiele tych samych motywów, co w poprzednich częściach Pottera. Ósma część nie jest więc do końca kontynuacją, a hołdem dla przeszłości. Jednak ten hołd ma też drugą stronę.

Rozgrzebywanie przeszłości

Ogólnie w „Przeklętym dziecku” chodzi o to, że syn Pottera i Malfoya przenoszą się w przeszłość. Robią wiele szkód, więctrzeba przenosić się w czasie kilkakrotnie. Mam wrażenie, że w całej książki chodzi o przeszłość. O rozdrapywanie starych ran i odkrywanie Ameryki na nowo. Harry otwiera dawno zamknięty rozdział. Nagle odkrywa, jak bardzo poświęciła się jego matka, chroniąc go swoją miłością przed Voldemortem. Halo, czy my tego nie wiedzieliśmy już dawno? Nasz bohater wiele razy stwierdza podobne rzeczy, co troszeczkę razi. To dotyczy również innych bohaterów. Mam wrażenie, że cała sztuka bawi się, troszeczkę nieudolnie, znanymi motywami. Jak ten sam żart, słyszany piąty raz.

Harry Potter głupcem

Bohaterem sztuki staje się Draco i jego syn. Środek ciężkości, przez siedem części taki sam, przenosi się nagle na rodzinę Malfoyów. Wszyscy fantazjujący od lat o Draco, mogą nagle spełnić swoje pragnienia. Potter jest przeciętnym człowiekiem. Jego męstwo i mądrość nagle gdzieś ulatują. Nie ma Harry’ego, którego znaliśmy w poprzednich częściach i to jest chyba największą wadą „Przeklętego dziecka”. Zostaje jedynie głupiec, jeśli nie debil. Za to Malfoyowie są inteligentnymi i przyjacielskimi ludźmi. Pottera zabiła rutyna i papierkowa robota. Tylko że świat czarodziejów to nie szara rzeczywistość. Inaczej nie byłby światem czarodziejów…

Harry Potter

Potter ciągle się udręcza, rozdrapuje stare rany. Rozmawia z portretem Dumbledore’a i użala się nad sprawami, które przecież w poprzednich częściach już dawno pojął. Odniosłam wrażenie, że oto mamy Pottera na kozetce i pytamy go o jego dzieciństwo. A przecież ten stary, mądry Potter już dawno się ze wszystkim pogodził. Był inteligentny, otoczony przyjaźnią. Na tym polegała jego zajebistość. Tutaj dostaliśmy zupełnie kogoś innego. Najgorsze, że nawet Profesor McGonagall ogłupiono. Z tej wspaniałej czarodziejki, dyrektorki Hogwartu, zrobiono kolejną przeciętną osobę. To już było wręcz przykre.

Hermiona & Draco

Nie dosłownie. Ale w wielu miejscach spełniały się fantazje czytelników, jakby małe zadośćuczynienie za śmierć Freda i innych. Oto nagle syn Draco, Scorpius, zakochuje się w córce Hermiony i Rona. Nagle gdzieś między słowami padają słowa Draco „Hermiona Granger. Hermiona Granger rozstawia mnie po kątach. Nawet mi się to trochę podoba”. Saucy. W książce jest wiele podobnych konotacji, ale nie chcę wam zdradzać wszystkiego.

Sztuka czy powieść?

Oczywiście, super by było, gdyby ósma część była w formie powieści. Ale sztuka też nie jest zła. Świat Harry’ego Pottera jest na tyle bogaty, że praktycznie każdy element – od szat czarodziejów po wielkie plenery – można sobie dopowiedzieć. Jednak trzeba pamiętać, że choć sztuki często bywają genialne (jak „Sierpień w Hrabstwie Osage” czy „Zabawa” Mrożka), to jednak mają one w sobie dużo symbolizmu i uproszczeń. Wydaje mi się, że trzeba trochę znać język teatru, żeby w pełni odebrać to, co dzieje się w ósmej części. Mimo wszystko nie jest to wymóg konieczny, co zdecydowanie jest plusem.

Harry Potter

Martwi mnie jedynie to, że rozwój akcji nastąpił dopiero po PONAD 3/4 książki. Na samą końcówkę, na tych ostatnich 30-40 stronach nareszcie stało się coś, co było w fabule nowe. Bo wcześniej to było takie latanie po różnych miejscach i patrzenie na to, co już widzieliśmy. Muszę jednak przyznać, że było to wciągające.

Jedna rzecz mnie tylko uderzyła. Na plus dla Anglii, minus dla Polski. U nas z trudnością lub w ogóle nie powstałby taki spektakl. Jak czytałam o tych dziwach, które mają się dziać na scenie, to aż miałam ochotę polecieć do Londynu i zobaczyć to na własne oczy. Żałuję, bo pewnie to się nie wydarzy.

To podobało mi się czy nie?

Trudno podjąć ostateczną decyzję. Myślę, że bardziej bym się skłaniała do „tak”. Bo to Harry Potter i marzyłam o tym, by świat znowu sobie o nim przypomniał. Szczególnie dzisiaj. Jeśli jednak chcecie nauczyć się tych pięknych wartości, jakie oferowały nam poprzednie części, to będzie musieli… brać wzór z Malfoyów. Najbardziej jednak ugodziło mnie to, że rzekoma kontynuacja jest tak naprawdę odtwarzaniem tego samego schematu, tylko że z pozamienianymi rolami. Aż się obraziłam na Harry’ego. Naprawdę, zrobili z niego głupca…

Harry Potter

Podsumowując, traktuję to jako ósmą część, nie jako dodatek, jednak mimo wszystko jest to najsłabsza część z wszystkich. I tak, wyobrażałam sobie cały czas filmowych aktorów. Jednak jakoś tam nie pasowali, bo ich postacie się nieco zmieniły. Jedynie Tom Felton, grający Draco, w mojej głowie cały czas do niego pasował. Mam nadzieję, że nowy Harry Potter zostanie sfilmowany i uzupełni braki, jakie ma sztuka. A raczej, że naprostuje to, co zostało zepsute. Mimo wszystko „Przeklęte dziecko” to dobry materiał, ale wymaga oszlifowania, by stał się bardziej wiarygodny. Przynajmniej dla mnie. A nie jestem osobą, która jest żarliwie wpatrzona w filmowy obrazek Harry’ego Pottera. Starałam się podejść do tematu w miarę z dystansem.


Czytaliście już? Jestem bardzo ciekawa waszych opinii!

Mogą ci się również spodobać:

  • atyde atyde

    Mnie najbardziej wkurzyło to jak pokazali Rona. Całkowicie w cieniu Hermiony,ktora strofowała go jak matka. Widziałam ich zawsze jako równych sobie partnerów,a on zniknął gdzieś całkowicie w jej cieniu.

    • atyde atyde

      Z drugiej strony fajnie,ze to mąż jest w cieniu żony jako „dodatek”a niw odwrotnie ;p

      • Tylko że to też na tym nie polega, żeby odwrócić rolę 🙂 Najzdrowsza jest współpraca, równość.