Czy jestem teraz gruba? Jak pozostać sobą, kiedy zmienia się nasza waga?




Nigdy nie miałam idealnie płaskiego brzucha. W podstawówce i gimnazjum moje „wielkie” uda doprowadzały mnie do szału. A tu nagle przekroczyłam już nawet swoją znienawidzoną wagę z okresu nastoletniego.

Nie robiło mi to wielkiej różnicy. Sto razy gorsze były komentarze „nie jedz tego, bo utyjesz jeszcze bardziej”. Największym problemem jest to jednak, że nie mieszczę się w prawie wszystkie swoje ciuchy. Od pół roku chodzę w dresie, „bo przecież zaraz schudnę, nie opłaca się kupować nowych spodni”.

Wczoraj zorientowałam się, jak wiele we mnie umarło, odkąd nie noszę ulubionych ubrań. Pobiegłam kupić nowe spodnie i aż popłakałam się, bo odzyskałam SIEBIE.

Wiecie o co mi po prostu chodzi? Nigdy nie byłam chudziną z okładek, ale utożsamiałam się jako szczupła. Czy byłam 10 kg lżejsza czy cięższa, zawsze z sympatią patrzyłam na swoje ciało, wykluczając wspomniany wczesny wiek nastoletni.

Teraz, bijąc rekordy swojej wagi, nie widziałam siebie jako grubej. Nie widziałam w ogóle, że jestem tak duża. Miałam świadomość, że być może nie jestem w stanie zatrzymać swojego tycia, bo nie widzę, że tyję czy też nie robi mi to jakiejś większej różnicy w życiu.

W przedostatnim poście pisałam, dlaczego utyłam i dlaczego chcę schudnąć i pomimo, że lista jest długa, absolutnie nie ma na niej „dopasować się do kanonu piękna”.

Wczoraj po raz pierwszy uświadomiłam sobie, jakie jest moje ciało i że, co nieprawdopodobne przy mojej pewności siebie, ukrywałam je.

Mój styl zamienił się w „w co akurat się zmieszczę”. Noszę dresy, duże koszulki i jakąś bluzę. Swoje ciało traktowałam jak zbyt małe okazje, by wyciągnąć drogą zastawę. Byłam jakby w stanie przejściowym. Nie byłam sobą, choć zupełnie nie miałam tej świadomości. Wszystkie atrakcje czekały na „lepsze szczupłe jutro”.

Wczoraj zmierzyłam się z moją nową ja. Stworzyłam na pintereście folder o znamiennym tytule „czy jestem teraz gruba? / moda lat 90.”. No bo czy jestem?

Kupiłam wczoraj spodnie w rozmiarze 40, ale według tego, co podaje mi świat jestem „plus size”, jakby „size” był tylko jeden, uniwersalny – szczupły.

Zakrywałam swój wystający brzuch komunikując „to nie ja. Ja jestem szczupła, tylko teraz coś mi wyskoczyło”. Wczoraj pierwszy raz dopuściłam myśl, że może szczupła już nie jestem i czas przestać to ukrywać, ale nie tylko dlatego, że przecież każdy widzi, jak jest, ale przestać to ukrywać przed samą sobą.

Nawet, kiedy masz dużo samoakceptacji, ten mały głosik w głowie mówi ci, że „lepiej” być szczupłą. Takie sygnały wysyłają ci media, nawet twoi najbliżsi, dla których twoja waga jest nagle największym problemem.

Nadal wiele osób, które mnie znają nie widzieli mnie po tym jak utyłam… i boję się bardzo z nimi spotkać. Cały czas mam dziwne myśli, że skoro przybrałam na wadze, to ludzie pomyślą, że jestem głupia i nie będą się chcieli dalej ze mną przyjaźnić. Nagle okazuje się, że nosimy w sobie tyle lęków! A przecież jestem feministką, piszę magisterkę o selfie-feminizmie, czyli tak naprawdę o ciało-pozytywności (body positive), mam ciekawe życie i mnóstwo przyjaciół.

A jednak jestem gruba według świata. Mam na to nowe określenie: jestem SOBĄ. Jestem sobą niezależnie od wagi. Gdybyśmy nie fiksowali się na tym punkcie, pozbylibyśmy się tyle problemów. Nie promuję otyłości, ale cholera, noszę tylko rozmiar 40, a nagle stałam się słoniem w pokoju.

Dlatego stworzyłam folder na pintereście, żeby zobaczyć, że niezależnie od rozmiaru, mogę nosić ubrania w swoim stylu.

W moim środowisku byłam świadkiem, kiedy ktoś z małego rozmiaru nagle utył. I widzę, że nadal ładnie wygląda, nadal jest sobą.

Nie wiem, jakie pytanie wam zadać. Po prostu jestem ciekawa, co o tym wszystkim myślicie. Komentarze możecie zostawiać pod postem lub na facebooku. Dzięki, pa!

Mogą ci się również spodobać:

  • atyde atyde

    Tyle artykułów w gazetach o samoakceptacji, tyle programów w tv i filmików na yt,ale nic co dotychczas przeczytałam/Obejrzalam nie dorównuje temu postowi. Dlatego uwielbiam Twojego bloga. Najlepszy tekst o wadze i samoakceptacji ever.

    • <3 Dlatego nie mogę doczekać się, jak porządnie tutaj wrócę. Magisterka się sama nie napisze, ale już po oddaniu pracy, zaczynam pisać nowe posty 🙂