Dlaczego kobietom potrzebne są kobiety w filmach – recenzja Ocean’s 8




Jako społeczeństwo mamy skłonność do rozpamiętywania przeszłości lub nadmiernym skupianiu się na przyszłości. Przez to ciężko zauważyć to, co dzieje się przed naszymi oczami, a co tworzy historię dla potomnych. Tym jest film „Ocean’s 8” – wydarzeniem historycznym. Nawet jeśli nie doskonałym, to bardzo ważnym.

Jak tylko pojawił się zwiastun, słychać było głosy, że jak to, w tym filmie, o zgrozo, są same kobiety (!). Z taką samą reakcją spotkały się „Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi”, gdzie kobietom powierzono wiele znaczących ról. Czy to znaczy, że nie było tam mężczyzn? Nie, ale nareszcie wynik się wyrównał, a film dał przykład kolejnym megaprodukcjom.

Czekałam na ten film niecierpliwie, bo jestem ogromnie zafascynowana nurtem herstory. Oznacza to odkrywanie obecności kobiet w historii, a także tworzenie kolejnych dzieł z perspektywy kobiecego spojrzenia czy zwykłego równouprawnienia. Czy wiedzieliście, że historia, którą znamy, to tak naprawdę tylko 50% tego, co się naprawdę wydarzyło? Cała historia (powszechna, sztuki, filmu itd.) jest opowiedziana z perspektywy mężczyzn i ich udziału. Cała perspektywa kobieca jest dopiero odgruzowywana.

Oto więc mamy pierwszy taki film w historii – duża produkcja, same kobiety, postacie nie są sprowadzone do roli obiektów, a jednocześnie jest to film, który nie musiał być wypakowany feministycznym przesłaniem. Chodziło o rozrywkę, o taki normalny obraz, których jest dużo, ale to mężczyźni są obsadzani w głównych rolach, kobiety zaś są jedynie ozdobnikiem. Teraz nareszcie mamy postacie (i to różnorodne), z którymi kobiety mogą się w pełni utożsamić.

Mamy więc pierwszy film czysto rozrywkowy, który jest zagrany praktycznie tylko przez kobiety (i to wybitnie. Helena Bonham Carter jest tam po prostu cudowna!). Zawierał parę prztyczków w nos – w końcu miał świadomość tego, jak ważny jest w historii. Np. kiedy postacie grane przez Cate Blanchett i Sandrę Bullock wybierają osoby, które będą z nimi współpracowały. Blanchett podsuwa mężczyznę, ale Bullock go nie chce. „Dlaczego? Bo jest mężczyzną?” – „Tak”. To pierwsza część zabarwionego feminizmem żartu. Bullock kontynuuje „Mężczyźni się wyróżniają, a na kobiety nikt nie zwraca uwagi”. Genialne nawiązanie do sytuacji kobiet w społeczeństwie i kinie.

Zawsze lubiłam filmy z serii „Ocean’s”, bo są niezwykle estetyczne i zawsze miały świetną muzykę, taką w stylu lat 70. Ten film wygrał chyba jednak wszystko, szczególnie pod względem kostiumów. Cate Blanchett jest tak elektryzująca, że musiałam po seansie obejrzeć jeszcze raz jej stroje w internecie. Nie tylko zresztą jej. To, co było w tym filmie piękne, to że nawet jeśli Rihanna miała dredy i była w dresie, to wszystko tak ładnie ze sobą grało, że aż chciało się przyklasnąć. I myślę, że nie ma w tym nic złego, choć od razu wyobraziłam sobie krytykę filmu pod właśnie tym kątem.

Czy kobiety mogą być piękne i nadal niezależne? Ten stereotyp, że feministka jest „brzydką babą”, która się nie maluje i nie depiluje bardzo mocno pokutuje w społeczeństwie, szczególnie polskim. Ten film pięknie przełamał to tabu. Czy jeśli kobiety wyglądają tak pięknie jak w „Ocean’s 8”, to znaczy że mogą być jedynie zseksualizowanymi obiektami? Cieszę się właśnie, że postacie były tak estetyczne i że makijaż nie musi wcale oznaczać ukrywania czegoś, ale także może podkreślać kobiecą siłę. Tak samo, kiedy Rihanna nie nosi stanika – zarys piersi nie jest gestem w kierunku widowni. On nie jest skierowany do kogokolwiek, jest czymś normalnym i służy samej postaci. I w tej kwestii będę tego filmu bronić.

Nie mogę go jednak obronić pod względem fabuły. Tutaj jest trochę zachowawczo i scenarzyści nie odkryli niczego nowego, żadnego nowego rozwiązania akcji (jak to można zobaczyć na przykładzie ostatnich Avengersów). Szkoda, bo film ma ogromny potencjał. Z drugiej strony rozumiem, że produkcja nie mogła być taką rewolucją totalną, skoro sama obecność tak wielu kobiet jako głównych postaci budziła ogromne kontrowersje. Spekuluje się na temat kontynuacji i myślę, że dopiero tam zastaniemy coś odmiennego. „Ocean’s 8” raczej przygotowuje grunt na coś większego. Czy to oznacza, że ta część jest zła?

Film spotkał się zaskakująco z dużą ilością negatywnych recenzji. Cate Blanchett i Sandra Bullock broniły się tym, o czym ostatnio w Hollywood znów jest głośno. Ponad 3/4 krytyków to mężczyźni. Ktoś zarzuci, że to nie ma znaczenia, że filmy są dla obu płci, a nagonka na męskich krytyków nie świadczy o równouprawnieniu. Oczywiście, to wszystko prawda. Kiedy jednak film jest zrobiony z kobiecej perspektywy, która do niedawna zdawała się nie istnieć w szerokim świecie kultury, może on zostać zupełnie niezrozumiany. Ja na seansie bawiłam się świetnie, bo film jest naprawdę zabawny, ale z pewnością wielu rzeczy nie zrozumie mężczyzna wychowany w świecie, gdzie dopiero od jakiegoś czasu kobiety wywalczyły sobie prawo głosu. Poza tym w popularnym kinie dopiero sobie torujemy drogę.

Zaczęło się od „Wonder Woman” Patti Jenkins (pierwszej kobiety, która dostała 100 milionów dolarów na film. Mężczyźni dostają takie i większe pieniądze bez problemów). Potem była „Lady Bird” i Greta Gerwig, piąta reżyserka-kobieta nominowana do Oscara w 90-letniej tradycji przyznawania nagród. Następnie duże zamieszanie wywołał „Ostatni Jedi”. „Avengers: Infinity War” kontynuowało to, co zapoczątkowały Gwiezdne Wojny, a teraz mamy „Ocean’s 8” i zapowiedź drugiej części „Wonder Woman”. Dużo więcej wywalczyły seriale, ale mówimy tutaj o kinie.

Wiedząc to wszystko, nie dziwi uprzedzenie do filmu z kobietami – niezależnymi, pięknymi dla samych siebie, odważnymi, inteligentnymi. Jest taka teoria w myśli feministycznej o wykorzystywaniu władzy mężczyzn do uciszania kobiet. Kiedy kobiety zaczynają się wyzwalać, mężczyźni zaraz znajdują sposób, by je znów kontrolować. Nie mówię, że to dzieje się umyślnie – tak po prostu funkcjonuje społeczeństwo patriarchalne. W latach 90. Naomi Wolf opisała mit urody, który służył do stłamszenia kobiet po tym, jak wyzwoliły się w latach 70. Bardzo długo pokutował on w naszych umysłach, ale teraz, kiedy nadeszła 4. fala feminizmu, zaczął on tracić na sile.

Jesteśmy świadkami historii. Narodziła się czwarta fala, choć wcześniej mówiono jedynie o post-feminizmie. Ale nie, możemy wyznaczyć pewne charakterystyczne cechy dzisiejszego feminizmu. Przejawia się m.in. wprowadzeniem kobiecej perspektywy do kina popularnego. Dlatego „Ocean’s 8” jest bardzo ważnym filmem, o którym będzie się mówić za 100 lat, omawiając historię kina.

Bardzo ważnym wątkiem, który pojawia się w filmie, a który szalenie mi się podobał jest ten nie do końca wypowiedziany wątek lesbijski (Bullock-Blanchett). Do końca filmu zastanawiamy się, czy one są przyjaciółkami czy jednak dobrze odczytaliśmy wszystkie znaki. I to jest super, że ten wątek nie został pokazany tak dosłownie. Po filmie dyskutowano by głównie o „płomiennym pocałunku znanych aktorek”, a całe przesłanie „Ocean’s 8” uciekło by gdzieś w przestrzeń. Dlatego nie mamy żadnego romantycznego gestu oprócz tego, kiedy Blanchett zjada jedzenie z widelca Bullock. Nasz patriarchalny i seksistowski świat nie jest gotowy na więcej.

Choć „Ocean’s 8” nie jest filmem idealnym, to na tyle dobrym, by go obejrzeć jeszcze raz. I jeszcze raz, po jakimś czasie. Pieści nasze oczy bardziej, niż niejeden obraz. Co ważne, bawi. Łatwiej stworzyć dramat, niż komedię, więc doceniam to. Poza tym, jak napisałam, jest to film tak wyjątkowy i tak historyczny, że od razu mięknie mi do niego serce. Dlatego nie słuchajcie recenzji podstarzałych mężczyzn (tych samych, którzy tak bardzo zdyskredytowali „Pułapkę czasu”), szczególnie jeśli jesteście kobietami. Światy mężczyzn i kobiet się różnią i to niesamowite, że nareszcie możemy na poważnie celebrować swój.

Mogą ci się również spodobać: